piątek, 21 grudnia 2012

8.Dyskoteka.



No więc to ta druga notka ;P Myślę, że wam się choć trochę spodoba.. Życzę miłego czytania i jeszcze raz przypominam, że jeśli ktoś chcę być powiadamiany o notkach lub po prostu ze mną pogadać to moje GG; 43645301 ^^
8.Dyskoteka.

Deidara;

Wczorajszy dzień minął dość szybko i bez zbędnych wrażeń. Choć nie zaliczam, go do tych najbardziej udanych. Dlaczego? Dlatego, że nie wiedzieć czemu Itachi się na mnie obraził. Tak, dobrze słyszeliście obraził się. Dlaczego? No właśnie nie wiem! Tak jak zamierzałem, próbowałem z nim wczoraj porozmawiać. Powiedzieć mu o wszystkim. O tym co do niego czuję lecz niestety się nie udało.
I to tym razem nie przez Sasoriego czy Peina tylko przez to, że on sam mi to uniemożliwił.
Gdy tylko chciałem go wyciągnąć na spacer to mówił, że jest zajęty i żebym poszedł z kimś innym. Na przykład z Konan. Nie wiem dlaczego  wspomniał akurat o niej ale mniejsza o to.
Cały czas się ode mnie odsuwał i wydawało mi się, że starał się mnie unikać. Gdy tylko do niego podszedłem udawał, że jest bardzo zainteresowany rozmową z Kisame albo z
Sasorim, którego z tego co mi wiadomo nawet nie lubi. Gdy się do niego uśmiechałem on naglę odwracał wzrok i udawał, że mnie nie widzi. Przez cały dzień nie zamienił ze mną nawet 15 minut, a ja naprawdę nie miałem zielonego pojęcia dlaczego. Nie miał powodu by się na  mnie obrazić więc kompletnie nie rozumiałem jego zachowania. Natomiast gdy spytałem go czy zrobiłem coś nie tak od razu wszystkiemu zaprzeczył. Dziś Pein ogłosił nam, że idziemy wieczorem na dyskotekę więc miałem cichą nadzieję, że mnie na nią zaprosi lecz tego nie zrobił. Nie wiem o co mu chodzi.  Nie zrobiłem niczego by mógł być na mnie zły, a wręcz przeciwnie. Starałem się być dla niego bardzo miły, by choć trochę mnie polubił ponieważ bardzo zależało mi na jego zdaniu. Chodziło mi tylko i wyłącznie o jego opinię. Tylko i wyłącznie o jego. Naprawdę kroiło mi się serce gdy mnie odrzucał i zachowywał się jakbym był niewidzialny.
To na serio bardzo boli gdy ukochana osoba udaję, że nas nie zna, a tym bardziej gdy nie wiemy dlaczego. Dziś na śniadaniu nawet na mnie nie spojrzał więc już nawet nie wspominam o jakimkolwiek uśmiechu czy krótkiej rozmowie.
Siedzę teraz w swoim pokoju, patrzę w lustro i zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Co ja robię źle? Czemu ja zawszę wszystko psuję?! Ehh.. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że on też coś do mnie czuję. Boże jaki ja byłem głupi! Nie, dalej jestem. Nadal tkwię w przekonaniu, że my moglibyśmy być kiedyś razem. Głupek! Głupek! Głupek!
Po jakimś czasie do mojego pokoju wpadł Pein i oświadczył mi, że za 15minut wychodzimy.
Wyszedł dość szybko więc nie miałem okazji wdawać się z nim w bezsensowne dyskusję.
Ale może to i dobrze, bo nie miałem dziś na nie najmniejszej ochoty.
Przebrałem się, uczesałem i wyszedłem na korytarz.
Akurat w tym samym momencie z pokoju wyszedł obiekt moich rozmyśleń.
Nie zastanawiając się nawet przez chwile od razu do niego podbiegłem.
-Cześć- przywitałem się czule, chwilę później.
-Cześć- odpowiedział oschle mój ukochany.
-Eee… Moglibyśmy porozmawiać?- spytałem nie do końca pewny tego co mam mu powiedzieć.
-O czym?- no tak. O czym to ja chciałem z nim porozmawiać? To nie najlepsza chwila na wyznawanie uczuć więc raczej chodziło oto drugie. Tylko chyba nie zapytam go wprost czemu się na mnie obraził?
Niee.. To by było głupie. Odpada.
-Obraziłeś się na mnie?- taak.. Tylko taki debil jak ja mógł zapytać kogoś o to co chwile wcześniej wykluczył w myślach.
-Yyy… Nie, a dlaczego tak uważasz?
-No boo.. Jakoś inaczej się zachowujesz. Unikasz mnie-odpowiedziałem z widocznym smutkiem na twarzy.
-Wydaję ci się- znów wszystkiemu zaprzeczył, odwracając wzrok byle tylko na mnie nie patrzeć.
-Wcale mi się nie wydaję!- krzyknąłem, nie potrafiąc powstrzymać własnych emocji –zachowujesz się inaczej niż zwykle, a ja kąp letnie nie wiem dlaczego!!! Po prostu chciałbym wiedzieć czemu…
-Idzieeemyyyy!!!- piskliwy głos Tobiego rozbrzmiał na całym korytarzu, jednocześnie przerywając moją wypowiedź. Niestety… nie miałem jak jej dokończyć. W jednym momencie wszyscy powychodzili z pokoi, a tym samym Itachi mnie spławił mówiąc, że porozmawiamy później.
 Ehh..Westchnąłem i pobiegłem za chłopakami, którzy zostawili mnie wyraźnie w tyle.
Całą drogę do klubu przemilczałem. Po jakiś 20minutach byliśmy już pod luksusową dyskoteką.
Od razu weszliśmy do środka. Muzyka grała bardzo głośno , a całkowitą ciemność zakłócały kolorowe światła oraz mieniąca się kula dyskotekowa. Klub był dość duży więc znajdowało się w nim równie dużo ludzi. Pein z Hidanem poszli po jakieś drinki i rozpoczęła się zabawa. Po krótkim upływie czasu wszyscy zniknęli mi z oczu. Najbardziej przejąłem się tym, że nie wiedziałem gdzie znajdował się Itachi. Postanowiłem go poszukać. Okrążyłem całą salę do o koła i wreszcie go znalazłem.
Jednak nie ucieszyłem się z tego co zobaczyłem. Itachi tańczył z jakąś dziewczyną i to dość prowokacyjnie. Obejmował ją w tali, a ona wtulona w jego tors, ręce miała zarzucone na jego szyi.
Tego co wtedy poczułem nie dało się opisać słowami. Rozrywający ból w klatce piersiowej powoli kończył mnie od środka. Serce naglę stanęło, a łzy napłynęły mi do oczu.
Dziewczyna, z którą tańczył mój ukochany była bardzo ładna. Szczupła i wysoka brunetka z długimi nogami i dużym biustem. W tamtej chwili tak bardzo chciałem być na jej miejscu.
Naglę Itachi przysunął ją bliżej siebie, a ona pocałowała go w policzek i szepnęła mu coś do ucha.
Czarno włosy uśmiechnął pod nosem i złapał ją za rękę. Powoli skierowali się w stronę wyjścia, a mnie naglą olśniło. Nie zastanawiając się zbyt długo podbiegłem do nich nie zważając na to co się za chwilę stanie.
-Zaczekaj!- krzyknąłem, stając przed chłopakiem. Bardzo się zdziwił gdy mnie zobaczył.
-O co ci chodzi?- zapytał bez większych emocji.
-Nie możesz tego zrobić!- już wiedziałem co powiedziała mu przed chwilą ta dziewczyna.
On chciał się z nią przespać! I zrobił by to teraz bez najmniejszego wahania.
 -Mogę, a co zabronisz mi?- spytał zirytowany.
-Nie, ale proszę cię nie rób tego.
-Bo co?- nawet nie miałem jednego argumentu.
-Itachi ty chyba nie chcesz..
-A co jeśli chcę?- ścięło mnie. To nie może być prawda!
-Proszę cię, nie mów tak- mówiłem już coraz bardziej łamiącym się głosem.
-Jeśli to na tyle to ja już sobie pójdę…- oświadczył i próbował mnie wyminąć ale ja nie mogłem już dłużej powstrzymywać łez. Rozpłakałem się i gwałtownie wtuliłem w jego tors.
-I-Itachi, nie rób m-mi tego- poprosiłem coraz głośniej łkając.
-Deidara, daj sobie spokój- odepchnął mnie i delikatnie się ode mnie odsunął. –Daj sobie spokój ze mną i lepiej wracaj do Konan.
-Do Konan?- zdziwił mnie bardzo tym co powiedział.
-Nie udawaj! Dobrze wiem, że cię z nią coś łączy.
-Co proszę?!- krzyknąłem, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Słyszałem waszą rozmowę..- ścięło mnie. On słyszał o czym rozmawialiśmy? Czyli wie też..
Nie.. Zanim co kol wiek powiem najpierw dowiem się co konkretnie usłyszał.
-Do jakiego momentu byłeś przy naszej rozmowie?
-Do tego jak Konan cię przytuliła, ty poprosiłeś ją oto by o niczym mi nie mówiła, a ona obiecała ci, że to będzie wasza mała tajemnica-przerwał na chwilę –a no i jeszcze zapomniałem o tym jak mówiłeś jaka to ona jest kochana. I zaraz potem wyszedłem z twojego pokoju. Byliście tak zajęci sobą, że nawet mnie nie zauważyliście- dodał po chwili.
A więc o to mu chodziło. Czyli on myśli żeee…
-Itachi, to nie tak.. -powiedziałem spokojnie, spoglądając mu w oczy.
 -Nie tak?!–krzyknął- Jak nie tak? Przecież widziałem! Nie jestem idiotą!
-Itachi, ale mnie naprawdę nic z nią nie…
-Deidara, odpuść sobie- przerwał mi i odwrócił wzrok.
Jego nowa ,,koleżanka” przyglądała nam się z daleka bardzo uważnie lecz po chwili w końcu do nas podeszła i zwróciła się do Itachiego.
-Kotku, to ja czekam na zewnątrz.
-Dobrze, daj mi 5 minut, zaraz będę..- Cooo? Nieee! Tosię nie dzieję naprawdę! On nie może.. Nie!! Czy on naprawdę chcę..Nie, to niemożliwe! Jedyne co mnie teraz pocieszało to fakt, że dało się od niego wyczuć alkohol. Ale tylko odrobinę. Nie wypił aż tyle by nie potrafił racjonalnie myśleć. Był całkiem świadom tego co robi i ta myśl była właśnie moją zgubą.
-Okej skarbię. Tylko przygotuj się na nie zapomnianą noc- dodała wychodząc z klubu.
-Itachi to nie tak jak myślisz, zrozum. Daj sobie wytłumaczyć- nalegałem, nie powstrzymując łez, które jedna po drugiej spływały po moich policzkach.
-Nie musisz mi niczego tłumaczyć, ja wszystko wiem. Ado tego Sasori mi wczoraj mówił, że..
-Sasori?! Ty chyba mu nie wierzysz?! Przecież on..
-Nie obchodzi mnie to! Wiem co widziałem!- przerwał mi–A teraz wybacz ale ktoś na mnie czeka.
-Itachi, proszę cię nie rób mi tego…
-Daj spokój i wracaj sobie do swojej kochanej Konan!
-Nie chce! Nic do niej nie czuję zrozum to! Itachi ja kocham ciebie..- szepnąłem prawie niesłyszalnie ostatnie zdanie.
-Co?! Nic nie słyszę!- tak jak myślałem. Tu było zbyt głośno by można było usłyszeć cudzy szept.
-Kocham cię- powiedziałem nieco głośniej.
-Mów głośniej, nie słyszę cię!
-Kocham cię!- krzyknąłem ale zagłuszył mnie głośny refren piosenki.
-Nic nie rozumiem! Nie słychać cię! Ale dobra, nieważne.. Muszę już iść.
-Nie! Proszę nie! Muszę ci coś powiedzieć!
-Daj spokój nie mam czasu, ktoś na mnie czeka.
-Proszę! Wysłuchaj mnie! Muszę ci coś..- naglę zakręciło mi się w głowie więc przerwałem. Przed oczami mi pociemniało, a ja zachwiałem się na nogach. Cholera, co się dzieję? Muzyka naglę ucichła. W tym momencie kompletnie nic nie słyszałem. Wydawało mi się, że Itachi jeszcze coś do mnie mówił lecz już go nie słyszałem. Ponownie zakręciło mi się w głowie, a obraz powoli się rozmazywał. Ostatnim co widziałem był delikatny zarys twarzy Itachiego na śnieżno białym tle.
Zamknąłem oczy. Jeszcze jedno słowo.
Bezgłośne kocham i… BUM! Zemdlałem.