11.Nie chcę go okłamywać ale jak na razie nie mam innego wyjścia.
Deidara;
-Jestem Madara.. Madara Uchicha..
* * *
Serce waliło
mi jak oszalałe. Nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem. Wciąż to
do mnie nie docierało. Uchicha?! Jak to?! Jak to możliwe? To znaczy, że.. Że on i Itachi..? Boże nie ! Proszę, nie..
Dlaczego właśnie teraz ?! Teraz gdy życie znów zaczęło mi się układać, kiedy
znów zacząłem być szczęśliwy!!
-Dei
wszystko w porządku ?- zapytał nagle Itachi, kładąc mi rękę na ramieniu. W tej
chwili nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Nawet na niego nie spojrzałem. Przez
cały czas stałem sztywno, wpatrując się tępo w niezliczaną przestrzeń. Ech..
Zdaję sobie sprawę, że właśnie w oczach Itachiego wyglądam jak skończony idiota.
Ale przecież to nie moja wina! Nic nie poradzę na to, że nie potrafię nad sobą
zapanować. To jest ode mnie silniejsze i już..
W tym
momencie tak bardzo chciałem wtulić się w jego tors. Chciałem żeby wziął mnie
na ręce i zabrał z tond jak najdalej. Niestety, to było niemożliwe.
-Deidara..
Wszystko okej ?- zapytał ponownie
zaniepokojony Itachi.
-Co? Yyy
tak! Znaczy.. Tak, tak, wszystko okej- skłamałem. No ale co miałem mu
powiedzieć?! Że jego kuzyn to mój były chłopak, z którym zerwałem kilka tygodni
temu?!
-Na pewno?-
zapytał jeszcze raz by się upewnić.
-Tak na
pewno- mimo moich starań nie brzmiałem zbyt przekonująco.
-To dobrze
-lekko się do mnie uśmiechnął i kontynuował.
-A właśnie !
Poznajcie się! - zawołał z entuzjazmem Itachi, a mi już na samą myśl zrobiło
się niedobrze.
-Taaak..
Poznajmy się. Jestem Madara- chłopak podszedł bliżej i wyciągnął rękę w moją
stronę. Na jego twarz wpłynął nagle wredny uśmieszek. Zachowywał się jakby ta
cała sytuacja go po prostu bawiła. Ooo
nieee.. Nie mam zamiaru podawać
mu ręki. Wcale nie chce go dotykać no ale cóż.
To chyba
jest nieuniknione. No bo jakby to wyglądało? W końcu Madara udawał, że mnie nie
zna..
-Deidara-
Itachi podszedł do mnie i delikatnie szturchnął mnie w ramię. Popatrzył na mnie
dziwnie i skinął głową w stronę Madary. ,,Nieee Itachi. Proszę nie karz mi”-
pomyślałem i westchnąłem jednocześnie. Teraz nie miałem już innego wyjścia.
Zrobiłem krok w stronę chłopaka. Drugi.. Trzeci.. Czwarty i nagle przystanąłem.
Niee.. Nie dam rady. Po prostu nie mogę.
-Cześć,
jestem Deidara- przedstawiłem się, nie potrafiąc przemóc się do podania mu
ręki. Itachi nerwowo podrapał się po głowie i sztucznie uśmiechnął w stronę
starszego Uchichy.
-Przepraszam,
nie wiem co się z nim dzisiaj dzieję- czarnowłosy próbował wytłumaczyć moje
dziwne zachowanie przed swoim kuzynem.
-Nie
przejmuj się. Uroczy jest- jak on śmiał mnie tak nazywać?! I to jeszcze po tym
wszystkim! Nie mogłem dłużej na niego patrzeć. Odwróciłem się na pięcie i
szybkim krokiem podszedłem do Itachiego.
-Źle się
czuję, chce do domu- poprosiłem błagalnym tonem. Czarnooki spojrzał na mnie
pytająco, a ja wtuliłem się bezradnie w jego tors. Itachi widząc, że coś jest
nie tak bez słowa wziął mnie na ręce.
-Przepraszam
ale muszę się nim zająć.
-Nie no
jasne, spoko. Ja odprowadzę Madare do pokoju i od razu oprowadzę go po hotelu-
zaproponował Pein.
-Dzięki
stary. To do zobaczenia na kolacji- Itachi pożegnał się z nimi i ruszył w stronę hotelu. Zanim
się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu.
-Mogę cię
zanieść do mojego pokoju?- zapytał by się upewnić, na co ja pokiwałem
twierdząco głową. Weszliśmy do jego sypialni, a on delikatnie położył mnie na
swoim łóżku.
-Dziękuję-
wyszeptałem.
-Nie ma
sprawy- powiedział siadając obok mnie.
-Deidara..
-Tak?
-Na pewno
wszystko w porządku?
-Yyy.. Tak,
tak.
-Na pewno?
Bo zachowujesz się jakoś dziwnie.
-Eee.. Po
prostu trochę źle się poczułem , ale już mi lepiej.
-Deidara
proszę powiedź, o co chodzi ?
-Na prawdę o
nic! Wszystko jest okej..
-Dei
przecież widzę- Itachi położył się obok mnie i delikatnie musnął dłonią mój
policzek.
-Co się
dzieje?- cholera! No i co ja mam mu powiedzieć? Przecież nie powiem mu teraz
prawdy. To nie wchodzi w grę! Za bardzo boję się go stracić.
-Itachi daj mi już spokój, głowa mnie boli-
zmieniłem temat odwracając się do niego tyłem. Chłopak westchnął i podparł się
na łokciach wracając do siadu.
-Wiesz co
Dei.. czasami cię nie rozumiem. Jeśli tak bardzo ci przeszkadzam to może będzie
lepiej jak pobędziesz chwilę sam- czarnowłosy wstał z łóżka i skierował się w
kierunku drzwi.
-Itachi nie , proszę poczekaj- nagle zerwałem się z
łóżka, zdając sobie sprawę, że to co właśnie robię jest okropnie głupie. Przecież to mój chłopak, nie
powinienem go tak traktować.
-Jaa..
Przepraszam, zachowuję się jak skończony idiota. Proszę cię zostań- spojrzałem
na niego błagalnie, po czym mocno go przytuliłem. Po dłuższej chwili złapałem
go za rękę i pociągnąłem w kierunku łóżka, a następnie go na nie popchnąłem.
Położyłem się obok niego, kładąc głowę na jego torsie. Wiedziałem, że był na
mnie trochę zły za to, że nie chciałem mu powiedzieć co było przyczyną mojego
dziwnego zachowania ale mimo to mnie objął.
Cieszyłem
się z tego, że więcej o nic nie pytał. I tak już wystarczająco bolało mnie to,
że muszę go okłamywać..
-Dei-
melancholijny głos Itachiego wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak?
-Zejdziesz
ze mną na kolację?- zapytał, a ja chciałem udać, że wcale nie słyszałem tego
pytania.
-A będzie
tam Madara?
-Nooo pewnie będzie, a co?
-Nie, nie
nic.. tak tylko pytam..
-No więc
zejdziesz?
-Nie jestem
głodny, zejdź sam.
-No Dei..
Proszę cię, chodź ze mną.
-Ale
Itachi..
-Ale co?-
przerwał mi na chwilę i kontynuował.
-Jeśli nie
jesteś głodny to nie musisz dużo jeść, zejdź choćby dla towarzystwa.
-Itachi
proszę cię, nie naciskaj. Nie chce..
-Ale
dlaczego?
-Po prostu
nie chce. Jestem śpiący. Zdrzemnę się, a ty idź zjedź za ten czas.
-Ale..
-Proszę- tym
razem to ja mu przerwałem. Spojrzał na mnie z miną obrażonego dziecka, na co ja
cicho się zaśmiałem.
-Ech.. No
dobra- wreszcie się zgodził więc czule się do niego uśmiechnąłem , dając mu całusa w policzek. Itachiego
jednak nie zadowolił zwykły buziak. Popchnął mnie delikatnie na plecy i
namiętnie pocałował.
-Dobra,
zaraz wracam- zaśmiałem się, a czarnooki wyszedł z pokoju.
Przez dłuższą chwilę rozmyślałem i zastanawiałem
się nad tym wszystkim. Nie miałem zielonego pojęcia jak to się dalej potoczy.
No ale zanim zdążyłem wymyśleć jakiekolwiek sensowne rozwiązanie, po prostu zasnąłem.
* * *
Powoli
zacząłem otwierać oczy, gdy do pokoju zaczęły wdzierać się pierwsze, poranne promienie słońca. Obudziłem
się w białej pościeli, wtulony w zagłębienie szyi Itachiego. Jedną ręką
przetarłem oczy i ujrzałem jasną twarz chłopaka, który delikatnie się do mnie
uśmiechał.
-Witaj
księżniczko- wyszeptał seksownym głosem
czarnowłosy.
-Ej! Nie
nazywaj mnie tak!- zawołałem ,wielce oburzony tym jakże okropnym przezwiskiem.
-Dlaczego? -
zapytał z mega uśmiechem na twarzy.
-Bo ja nie
jestem żadną wstrętną księżniczką!
-Haha jesteś. Śliczną, blond włosom księżniczką..
tylko ci korony brakuje- za to sformułowanie dostał poduszką w twarz.
-Ej nooo !
Ja ci tu komplementy prawie, a ty mnie jeszcze bijesz! I gdzie tu logika?-
zaczął się śmiać na co ja też wybuchłem śmiechem.
-Jesteś
okropny- zażartowałem i szybko cmoknąłem go w usta.
-Tylko
tyle?- zapytał jakby z nutką rozczarowanie w głosie.
-A chcesz
więcej?- odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie, zamierzając się z nim trochę
podroczyć.
-Jeszcze
pytasz?
-A kochasz
mnie?- seksownie wyszeptałem mu to do ucha, delikatnie drażniąc je ciepłym
oddechem.
-Nawet nie
wiesz jak bardzo- gdy tylko to powiedział zrobiło mi się jakoś gorąco w środku.
Spojrzałem na niego tajemniczo, po czym lekko się uśmiechnąłem. Zbliżyłem twarz
do jego tak, że aż stykaliśmy się nosami. Po chwili delikatnie musnąłem jego
miękkie usta. Jedną ręką ująłem jego policzek, a drugą wplotłem w jego ciemno
czarne włosy. Itachi objął mnie w tali pogłębiając pocałunek. Poczułem jak jego
język wdziera się do moich
ust zaczynając pieścić moje podniebienie.
Zacząłem cicho pojękiwać pod wpływem pieszczoty. Ręce Uchichy z moich
bioder powędrowały dużo niżej, zatrzymując się na moich pośladkach. Leżałem na
nim więc miał do nich łatwy dostęp. Moje dłonie natomiast w tym momencie
wsunęły się pod koszulkę czarnookiego,
gwałtownie ją zdejmując. Jego bluzka wylądowała w koncie, zresztą z czasem tak
samo jak i moja. Usiadłem okrakiem na biodrach chłopaka zaczynając składać
namiętne pocałunki na jego szyi. Już miałem schodzić niżej aż nagle drzwi do sypialni
Itachiego niespodziewanie się otwarły. W
witrynach stał nie kto inny tylko..
-Madara?! Co
ty tutaj robisz?!- zawołał Itachi, delikatnie mnie od siebie odsuwając. Brunet
spojrzał na nas z lekkim zdziwieniem, widząc nas w tak dwuznacznej sytuacji.
-Eee
chciałem was tylko zawołać na śniadanie ale widzę, że przyszedłem trochę nie w
porę- zaśmiał się nadal nie spuszczając z nas wzroku.
-Nooo ten
tego.. My zaraz zejdziemy, zacznijcie bez nas- powiedział Itachi siadając na
łóżku.
-No dobra,
to widzimy się na śniadaniu. No i jeszcze raz przepraszam- grzecznie przeprosił
i niewinnie się uśmiechnął wychodząc z pokoju. Cholera jasna, jak ja go nie znoszę.. Spuściłem wzrok
i nagle posmutniałem.
-No to ten… - zaczął nieśmiało Itachi, łapiąc
się jedną ręką za tył głowy. Zaśmiałem się widząc go tak zmieszanego. On zawsze
potrafił poprawić mi humor. Przysunąłem się do niego i znów delikatnie
pocałowałem.
-Chodź,
zejdźmy już na to śniadanie bo nigdy nie dadzą nam spokoju- zażartowałem, czule
się do niego uśmiechając. Zrozumiałem, że nie mogę tak tego wszystkiego
przeżywać ponieważ to źle wpływa na nasz związek, a ja nie chcę żeby to co jest
teraz między nami w jaki kol wiek sposób się popsuło.
-Dobra -
Itachi zaśmiał się, a następnie złapał mnie za rękę i pociągną w kierunku
drzwi, w biegu łapiąc do ręki nasze koszulki. Zbiegliśmy na dół, wchodząc do
dużej stołówki. Jeszcze cicho się śmiejąc zajęliśmy nasze stałe miejsca.
-Cześć-
przywitał się Itachi i bez słowa zaczął jeść. Po chwili uczyniłem to samo.
-Ej Itachi
!- odezwał się Pein przerywając głuchą ciszę.
-Hmm?
-Madara nam
właśnie opowiadał o waszej małej akcji z
rana.. Masz zamiar przelecieć blondynkę?- zapytał żartobliwie Pein na co
większość cicho się zaśmiała. Na moje policzki wpłynął lekki rumieniec, który
świadczył o moim zakłopotaniu. Natomiast Itachi ku mojemu zaskoczeniu
zareagował na to całkiem spokojnie.
-Hmm..
Możliwe. Ale to już nie twoja sprawa.. Z
tobą za to nikt nie chcę się ruchać, nawet za pięćdziesiąt złotych- gdy to powiedział
wszyscy, oprócz Hidana, który był tym trochę zażenowany wybuchli śmiechem, na samą myśl o ich
zakładzie.
-Eee.. Noo to ten boo.. dobra nie ważne, jedzenie stygnie- rudowłosy błyskawicznie zmienił
temat zabierając się do jedzenia. Haha
czasami zastanawiam się jakim cudem oni mogą się przyjaźnić. No ale mimo to, że
Itachi i Pein bardzo często się kłócą i równie często sobie dogryzają widać, że
są ze sobą bardzo zżyci…
Przez cały
czas trwania posiłku starałem się nie zwracać uwagi na to, że Madara siedzi
zaraz obok. Jak dla mnie w tym momencie mogło go tam nawet nie być. W sumie to
jeśli chce udawać, że mnie nie zna to jest mi to całkiem na rękę. Zastanawia
mnie tylko jedno.. Czy to naprawdę możliwe żeby tak łatwo odpuścił?
Posiłek
zjedliśmy w milczeniu i dość szybko więc w mgnieniu oka znaleźliśmy się z powrotem w pokoju Itachiego.
-Ładna dziś
pogoda, może pójdziemy się przejść co ?- zaproponowałem.
-Hmm..
Jasne. A gdzie pójdziemy ?- zapytał.
-No nie
wiem.. Może tam gdzie ostatnio?
-Na molo?
-Noo-
potwierdziłem, wyszczerzając białe
ząbki.
-No dobra,
no to co idziemy teraz?
-A mamy coś
lepszego do roboty?- zażartowałem.
-No niby
nie.. No to chodź- złapał mnie za rękę i wyszliśmy z hotelu.
Nie wiem
dlaczego ale lubiłem chodzić z nim na to molo. Było tam tak cicho i spokojnie.
Tylko ja i
on, nikt więcej. W sumie to nie było w nim niczego nadzwyczajnego. Zwykłe,
długie drewniane molo, takie jak każde. Nie miało ono poręcz dlatego z
łatwością można było zamoczyć nogi w wodzie na sam jego końcu. Niby niczym się
nie wyróżniało, a jednak naprawdę dobrze mi się na nim rozmawiało z
czarnookim..
Po upływie
jakichś piętnastu minut byliśmy już na miejscu. Usiedliśmy na samym końcu i tak
jak zawsze zamoczyliśmy nogi w wodzie.
-Wiesz co
Dei..
-Hmm?
-Pamiętasz
jak wczoraj telefon od Peina przerwał naszą rozmowę?- no cóż, jak mógłbym
zapomnieć dzień, w którym moje życie znacznie bardziej się skomplikowało.
-No
pamiętam, a co?
-A pamiętasz
o czym wczoraj rozmawialiśmy?
-Yhmm..
Opowiadałeś mi o sobie.
-No właśnie..
A potem ty miałeś mi opowiedzieć coś więcej o sobie ale przerwał nam telefon..
Mógłbyś to zrobić teraz?- zapytał, a mi nagle pociemniało przed oczami.
-Eee..Ale
moje życie nie jest za bardzo ciekawe.. Nawet nie wiem o czym miałbym ci
opowiadać więc może porozmawiajmy o czymś innym- chciałem jak najszybciej
zmienić temat.
-Ech no
proszę.. Nie może być aż tak źle- ,,uwierz może’’- pomyślałem.
-No ale ja
nie wiem od czego mam zacząć..
-No to może
opowiedz mi trochę o swojej rodzinie.. Masz rodzeństwo? Czym zajmują się twoi
rodzice?- zadał pierwsze z najgorszych pytań. Cholera i co ja mam mu teraz
powiedzieć? Przecież nie powiem mu, że mam ojca alkoholika oraz matkę,
zakochaną w sobie idiotką, która sypia z kim popadnie. Nie chce go okłamywać
ale czy mam inne wyjście?
-No to ten..
Nie mam rodzeństwa. Jestem jedynakiem, a moi rodzice.. – przerwałem na chwilę
by wymyślić jakieś sensowne zawody..
-Mój tata
jest szanowanym lekarzem, a matka.. Matka jest modelką! Tak właśnie, modelką..
-Naprawdę?! To świetnie, musi ci się doskonale żyć z
takimi rodzicami.
-Taaa...- potwierdziłem i nagle spuściłem
wzrok. W tej chwili czułem się naprawdę okropnie. Właśnie przed chwilą znów go perfidnie okłamałem. Znów robię coś
czego w głębi duszy wcale nie chcę robić. Coś czego będę w przyszłości gorzko
żałował.
-Dei coś nie
tak?- zapytał z troską w głosie czarnowłosy.
-Co? Nie,
nie.. Wszystko w porządku, zamyśliłem się, przepraszam.
-Nie
przepraszaj, nie masz za co. No więc możesz kontynuować ?
-Jasne, no
więc.. Eee, noo.. a co byś chciał jeszcze wiedzieć?- zapytałem, nie do końca
wiedząc o czym mam mu opowiadać.
-Hmm.. No
nie wiem. A gdzie chodzisz do szkoły?
-Szczerze to
nie mam jeszcze zielonego pojęcia- powiedziałem jak było, nie ważne jak głupio
to zabrzmiało.
-Haha jak to
?-zaśmiał się, nie do końca mnie rozumiejąc.
-No bo ja w
tym roku, po wakacjach idę po raz pierwszy do liceum i jeszcze nie wiem do
którego- wyjaśniłem trochę bardziej zrozumiale.
-Aaaa już
kapie.. A dobrze się uczysz?
-Szczerze?
-Noo..
-To nie-
zaśmiał się, a ja delikatnie się zarumieniłem.
-Z czego się
śmiejesz co? Z tego co wiem, to ty też nie jedziesz na samych szóstkach!
-Nooo w
sumie fakt- tym razem to ja się zaśmiałem.
-Idiota!-
zawołałem, zaczynając śmiać się coraz
głośniej.
-Sam jesteś
idiotą, kretynie!
-Haha wcale,
że nie!
-Wcale, że
tak!- krzyknął, podejmując zabawę.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!!!-
wrzasnął przewracając mnie na plecy. Zacząłem śmiać się jeszcze bardziej, a on
zawisł nade mną.
-Myślisz, że
jak jesteś taki śliczny to wszystko ci wolno?- zapytał prowokacyjnie.
-A nie?-
znów zacząłem się z nim droczyć, na co on seksownie się uśmiechnął.
-Nie-
pochylił się nade mną zatrzymując tuż
nad moim uchem- I zaraz ci to udowodnię- wyszeptał, a po moim ciele przeszły
przyjemne dreszcze. Delikatnie nadgryzł moje ucho, a ja cichutko zajęczałem nie
potrafiąc się powstrzymać.
-Chcesz mnie
przelecieć na molo?- zapytałem żartobliwie, znów zaczynając się śmiać tyle, że
tym razem znacznie ciszej.
-Hmm wiesz co.. W sumie to nie posuwałem jeszcze
nikogo na molo więc czemu nie- uśmiechnął się zadziornie i zaczął całować moją
szyję.
-O nie! Nie
dam się wyruchać na moście!- zawołałem, na co on nie potrafiąc się już dłużej
powstrzymać wybuchł śmiechem. Swoją drogą to uwielbiałem jak się uśmiechał. I
to nie tylko dlatego, że wtedy wyglądał jeszcze ładniej niż zwykle ale dlatego,
że każdy jego uśmiech bardzo mi schlebiał. No bo w końcu, z tego co mi wiadomo
zanim Itachi mnie poznał na jego twarzy uśmiech pojawiał się bardzo rzadko.
Podobno był kiedyś bardzo zamknięty w sobie oraz zimny i obojętny na to co go
otaczało. Dzisiaj gdybym tego nie wiedział za żadne skarby świata bym w to nie
uwierzył. Przy mnie zachowuję się całkiem inaczej. Jest taki ciepły i zabawny.
Nie potrafię go sobie wyobrazić w wersji
jaką przedstawiała mi Konan, Pein czy nawet on sam. Po prostu nie
potrafię..
Itachi, gdy
tylko przestał się śmiać zszedł ze mnie i położył się obok.
-Wiesz co..
pomimo, że jesteś takim strasznym kretynem to i tak kocham cię ponad wszystko-
powiedział, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
-Wiem.. I ja
ciebie też- wyszeptałem i delikatnie go pocałowałem. Oddał mi pocałunek, a po
chwili powoli się ode mnie odsunął. Założył sobie ręce za głowę i oparł się o
drewnianą podłogę. Zamkną oczy i jakby zaczął się nad czymś zastanawiać.
Spojrzałem na niego, ale zanim zdążyłem
o co kol wiek zapytać, on nagle się odezwał.
-Dei…
-Tak?
-Mogę o coś
zapytać?
-Tak jasne,
o co chodzi?- z niecierpliwością wyczekiwałem na jego odpowiedz.
-Miałeś
kogoś zanim mnie poznałeś?- zapytał, a
moje serce nagle zaczęło walić
jak oszalałe. Cholera! I co teraz?! Przecież nie mogę mu powiedzieć, że chodziłem kiedyś z Madarą. Przecież
to jego kuzyn! Po prostu nie mogę, lecz nie chcę go znów okłamywać. To tak
strasznie boli.. Ech- westchnąłem. Ale tak będzie lepiej.. Dla mnie, dla niego
i dla wszystkich!
-Eee no.. No
nie..
-Serio?-
zapytał nie dowierzając.
-Yhmm..
-Mówisz
poważnie? Nie wierzę.. Jakim cudem taka
ślicznotka jak ty do tej pory nikogo sobie nie znalazła?- zapytał, a ja lekko się zarumieniłem. Nie za bardzo
chciałem odpowiadać na to pytanie.
-No a
właśnie! A ty? Chodziłeś z kimś wcześniej?- zapytałem, a Itachi tylko delikatnie się uśmiechnął i
pokręcił przecząco głową. Szczerze mówiąc, w tym momencie to ja nie mogłem uwierzyć w to, że jestem
jego pierwszym chłopakiem. Przecież przy nim kręci się tyle fajnych lasek.
Wszystkie tylko marzą o tym by z nim być a on.. ?
-No wiesz..
Podobało mi się kiedyś kilka dziewczyn, ale z żadną z nich nigdy nie chciałem
związać się tak na poważnie- stwierdził i nagle popatrzył mi w oczy.
-Deidara… -
zaczął niepewnie.
-Co?
-Czyli ty..
ty nigdy nie..
-Nie!- zanim
zdążył skończyć, to co chciał powiedzieć ja już wiedziałem o co mu chodzi. No i
znów musiałem skłamać.. No bo jakby inaczej? Skoro z nikim NIBY ,,nigdy nie
byłem” to jak mógłbym uprawiać z kimś sex prawda? Taaak, przyznam się. Zdarzyło
mi się parę razy z Madarą.. Jeśli w ogóle ten stosunek z nim można było nazwać
sexem. On mnie w tedy po prostu zerżnął. Jak zwykłą, tanią dziwkę. Miałem
nadzieje, że przynajmniej z Itachim będzie inaczej, bo z tego co udało mi się
na razie wywnioskować to pewnie chłopak niedługo będzie chciał się ze mną
kochać.
-Eee.. No bo
jaaa.. Nie zrozum mnie źle ale ja..
-Wiem, ja
też- przerwałem mu.
-Ale co ty
też?- zapytał jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Ja też chcę
uprawiać z tobą sex- gdy to powiedziałem Itachiego najnormalniej w świecie
zatkało. Chyba nie spodziewał się aż takiej szczerości z mojej strony. Chyba
pierwszy raz dzisiaj, to on się zarumienił. Delikatnie ale jednak zarumienił.
Popatrzył na mnie z lekkim zakłopotaniem, jakby nie wiedział co ma mi
powiedzieć.
-Eee jaa..
Jaa chciałem tylko.. No wiesz.. Nie chcę na ciebie naciskać ale.. Ale noo..
-Itachi ja
rozumiem. Rozumiem, że chciałbyś się już ze mną kochać. Ja z tobą też.
-Yyy serio?
-Yhmm.. To
aż takie dziwne ?-zapytałem cicho się śmiejąc, na co on powoli się do mnie
przysunął.
-Ej, ale
może nie na moście co?- zażartowałem na co on też cicho się zaśmiał.
-Jak tam
chcesz- stwierdził, delikatnie się do mnie uśmiechając.
-No wiesz,
jakoś bardziej wolałbym zrobić to w
łóżku niż na molo. Choćby tak ze względów estetycznych- chłopak ponownie się
zaśmiał i nagle wstał, biorąc mnie na ręce.
-C-co
robisz?- zapytałem zdziwiony.
-A nie
widać?
-Ale gdzie
ty mnie zabierasz?
-Do
sypialni..
-Łoo szybki
jesteś- znów zacząłem się śmiać, obejmując szyję chłopaka.
-O tym to ty
się dopiero przekonasz- mrrrr.. uwielbiam jak jest taki tajemniczy, a zarazem
tak cholernie seksowny…
Wtuliłem się
w tors Uchichy, wiedząc co mnie za chwilę czeka.
Ej zaraz, zaraz! Czemu ja mam dać mu się tak
łatwo przelecieć? Niech się chłopak trochę postara!
-Itachi…-
zacząłem całkiem niewinnym głosem.
-Hmm?
-Wiesz co..
Przed chwilą tak sobie nad tym wszystkim myślałem i
postanowiłem, że ja ci chyba jednak nie dam- odezwałem się słodkim
głosikiem, żeby jeszcze bardziej go wkurzyć.
-CO?!! A to
niby dlaczego?- zapytał rozczarowanym głosem, a ja z trudem powstrzymywałem się
od śmiechu.
-No bo tak
sobie właśnie pomyślałem : ,,czemu ja mam ci się oddać tak zupełnie za nic?”
Musisz się trochę bardziej postarać..
-Że coo? Mam
się staraaać? A to niby po co?- zapytał z naburmuszoną miną pięciolatka.
Wyglądał teraz naprawdę uroczo.
-Żeby było
romantycznie ! Inaczej ci nie dam - na początku miałem zamiar się z nim tylko
trochę podroczyć ale teraz przerodziło się to w całkiem niezłą zabawę.
-No wiesz ty
co! A długo to ja mam się tak starać?
-Noo nie
wiem, ale raczej długo- zażartowałem, z niecierpliwością czekając na to, jak to
się dalej potoczy.
-A można to jakoś przyśpieszyć?-
zapytał podejmując zabawę.
Chyba właśnie zrozumiał, że to
wszystko o czym teraz mówię jest tylko grą wstępną do niesamowitego
finału.
-Można- wyszeptałem seksownym
głosem, miziając palcem po jego klatce piersiowej.
-A powiesz mi jak?
-Musisz..
Musisz spełnić moje trzy życzenia!
-Emm no
dobrze, no więc czego sobie życzysz blondyneczko?
-Hmm pomyślmy.. Po pierwsze chcę żebyś zabrał mnie na kolację- nie zastanawiałem się
nad tym długo. Mówiłem to co akurat wpadło mi do głowy. Moje życzenia nie mogły
być jakoś bardzo skomplikowane ponieważ tak czy tak bym mu dał. To całe :
,,masz się postarać” było tylko po to byśmy oboje lepiej zapamiętali tą chwile.
Żeby było idealnie.
-Dobrze, co
dalej?
-Dalej..
Dalej chcę żebyśmy poszli na romantyczny spacer po plaży, a potem..
-Pamiętaj, że to już ostatnie-
przypomniał mi, nadal niosąc mnie na rękach.
-Faktycznie, no więc chcę.. Hmm...-
zamyśliłem się przez chwil.
-No nie wiem.. Niech to będzie
niespodzianka- zaproponowałem, nie mając pojęcia czego mógłbym sobie
jeszcze zażyczyć. I tak było już za
idealnie.
-Okej, niech będzie- zgodził się, a
ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
-Hmm.. Chyba nawet mam już pomysł na
tą niespodziankę- odezwał się po chwili, patrząc w bezchmurne
niebo, któro było już koloru
dojrzałych pomarańczy. W dzień, w którym poznałem Itachiego zachód był
równie piękny.
-Serio? Jaki?- zapytałem z
ciekawością.
-Nie mogę ci powiedzieć, to ma być
niespodzianka.
-Ech no dobra..
-Ale chyba dziś nie zdążę jej
przygotować. Więc może jutro co?
-Nie no jasne.. To co, mam rozumieć,
że mnie jutro przelecisz tak?- zapytałem żartobliwie.
-Na to wygląda- powiedział z
uśmiechem, na co ja tylko cicho się
zaśmiałem. Czy to dzieję się naprawdę?
To niemożliwe żebym miał w życiu aż
takiego farta. Przecież jeszcze kila tygodni temu moje życie nie miało
w ogóle sensu, a teraz..? A teraz..
No właśnie, a co teraz? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Wiem tylko
jedno.. Moje serce zabiło dużo
mocniej dla tego wysokiego bruneta, który właśnie niesie mnie na rękach.