środa, 23 stycznia 2013

11. Nie chcę go okłamywać ale jak na razie nie mam innego wyjścia.

Z góry przepraszam za moje kolejne opóźnienie ale wiecie jak to jest z życiem.. Nie zawsze jest czas na wszystko... No ale do rzeczy. Macie tu moje wypociny, mam nadzieję, że choć trochę się co poniektórym  spodobają :D   Pozdrawiam i życzę miłego czytania ^^


11.Nie chcę go okłamywać ale jak na razie nie mam innego wyjścia.

Deidara;




-Jestem  Madara.. Madara  Uchicha..

* * *

Serce waliło mi jak oszalałe. Nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem. Wciąż to do mnie nie docierało. Uchicha?! Jak to?! Jak to możliwe? To znaczy, że..  Że on i Itachi..? Boże nie ! Proszę, nie.. Dlaczego właśnie teraz ?! Teraz gdy życie znów zaczęło mi się układać, kiedy znów zacząłem być szczęśliwy!!
-Dei wszystko w porządku ?- zapytał nagle Itachi, kładąc mi rękę na ramieniu. W tej chwili nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Nawet na niego nie spojrzałem. Przez cały czas stałem sztywno, wpatrując się tępo w niezliczaną przestrzeń. Ech.. Zdaję sobie sprawę, że właśnie w oczach Itachiego wyglądam jak skończony idiota. Ale przecież to nie moja wina! Nic nie poradzę na to, że nie potrafię nad sobą zapanować. To jest ode mnie silniejsze i już..
W tym momencie tak bardzo chciałem wtulić się w jego tors. Chciałem żeby wziął mnie na ręce i zabrał z tond jak najdalej. Niestety, to było niemożliwe.
-Deidara.. Wszystko  okej ?- zapytał ponownie zaniepokojony Itachi.
-Co? Yyy tak! Znaczy.. Tak, tak, wszystko okej- skłamałem. No ale co miałem mu powiedzieć?! Że jego kuzyn to mój były chłopak, z którym zerwałem kilka tygodni temu?!
-Na pewno?- zapytał jeszcze raz by się upewnić.
-Tak na pewno- mimo moich starań nie brzmiałem zbyt przekonująco.
-To dobrze -lekko się do mnie uśmiechnął i kontynuował.
-A właśnie ! Poznajcie się! - zawołał z entuzjazmem Itachi, a mi już na samą myśl zrobiło się niedobrze.
-Taaak.. Poznajmy się. Jestem Madara- chłopak podszedł bliżej i wyciągnął rękę w moją stronę. Na jego twarz  wpłynął nagle  wredny uśmieszek. Zachowywał się jakby ta cała sytuacja go po prostu bawiła. Ooo  nieee..  Nie mam zamiaru podawać mu ręki. Wcale nie chce go dotykać no ale cóż.
To chyba jest nieuniknione. No bo jakby to wyglądało? W końcu Madara udawał, że mnie nie zna..
-Deidara- Itachi podszedł do mnie i delikatnie szturchnął mnie w ramię. Popatrzył na mnie dziwnie i skinął głową w stronę Madary. ,,Nieee Itachi. Proszę nie karz mi”- pomyślałem i westchnąłem jednocześnie. Teraz nie miałem już innego wyjścia. Zrobiłem krok w stronę chłopaka. Drugi.. Trzeci.. Czwarty i nagle przystanąłem. Niee.. Nie dam rady. Po prostu nie mogę.
-Cześć, jestem Deidara- przedstawiłem się, nie potrafiąc przemóc się do podania mu ręki. Itachi nerwowo podrapał się po głowie i sztucznie uśmiechnął w stronę starszego Uchichy.
-Przepraszam, nie wiem co się z nim dzisiaj dzieję- czarnowłosy próbował wytłumaczyć moje dziwne zachowanie przed swoim kuzynem.
-Nie przejmuj się. Uroczy jest- jak on śmiał mnie tak nazywać?! I to jeszcze po tym wszystkim! Nie mogłem dłużej na niego patrzeć. Odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem podszedłem do Itachiego.
-Źle się czuję, chce do domu- poprosiłem błagalnym tonem. Czarnooki spojrzał na mnie pytająco, a ja wtuliłem się bezradnie w jego tors. Itachi widząc, że coś jest nie tak bez słowa wziął mnie na ręce.
-Przepraszam ale muszę się nim zająć.
-Nie no jasne, spoko. Ja odprowadzę Madare do pokoju i od razu oprowadzę go po hotelu- zaproponował Pein.
-Dzięki stary. To do zobaczenia na kolacji- Itachi pożegnał  się z nimi i ruszył w stronę hotelu. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu.
-Mogę cię zanieść do mojego pokoju?- zapytał by się upewnić, na co ja pokiwałem twierdząco głową. Weszliśmy do jego sypialni, a on delikatnie położył mnie na swoim łóżku.
-Dziękuję- wyszeptałem.
-Nie ma sprawy- powiedział siadając obok mnie.
-Deidara..
-Tak?
-Na pewno wszystko w porządku?
-Yyy.. Tak, tak.
-Na pewno? Bo zachowujesz się jakoś dziwnie.
-Eee.. Po prostu trochę źle się poczułem , ale już mi lepiej.
-Deidara proszę powiedź, o co chodzi ?
-Na prawdę o nic! Wszystko jest okej..
-Dei przecież widzę- Itachi położył się obok mnie i delikatnie musnął dłonią mój policzek.
-Co się dzieje?- cholera! No i co ja mam mu powiedzieć? Przecież nie powiem mu teraz prawdy. To nie wchodzi w grę! Za bardzo boję się go stracić.
 -Itachi daj mi już spokój, głowa mnie boli- zmieniłem temat odwracając się do niego tyłem. Chłopak westchnął i podparł się na łokciach wracając do siadu.
-Wiesz co Dei.. czasami cię nie rozumiem. Jeśli tak bardzo ci przeszkadzam to może będzie lepiej jak pobędziesz chwilę sam- czarnowłosy wstał z łóżka i skierował się w kierunku drzwi.
-Itachi  nie , proszę poczekaj- nagle zerwałem się z łóżka, zdając sobie sprawę, że to co właśnie robię jest okropnie  głupie. Przecież to mój chłopak, nie powinienem go tak traktować.
-Jaa.. Przepraszam, zachowuję się jak skończony idiota. Proszę cię zostań- spojrzałem na niego błagalnie, po czym mocno go przytuliłem. Po dłuższej chwili złapałem go za rękę i pociągnąłem w kierunku łóżka, a następnie go na nie popchnąłem. Położyłem się obok niego, kładąc głowę na jego torsie. Wiedziałem, że był na mnie trochę zły za to, że nie chciałem mu powiedzieć co było przyczyną mojego dziwnego zachowania ale mimo to mnie objął.
Cieszyłem się z tego, że więcej o nic nie pytał. I tak już wystarczająco bolało mnie to, że muszę go okłamywać..
-Dei- melancholijny głos Itachiego wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak?
-Zejdziesz ze mną na kolację?- zapytał, a ja chciałem udać, że wcale nie słyszałem tego pytania.
-A będzie tam Madara?
-Nooo  pewnie będzie, a co?
-Nie, nie nic.. tak tylko pytam..
-No więc zejdziesz?
-Nie jestem głodny, zejdź sam.
-No Dei.. Proszę cię, chodź ze mną.
-Ale Itachi..
-Ale co?- przerwał mi na chwilę i kontynuował.
-Jeśli nie jesteś głodny to nie musisz dużo jeść, zejdź choćby dla towarzystwa.
-Itachi proszę cię, nie naciskaj. Nie chce..
-Ale dlaczego?
-Po prostu nie chce. Jestem śpiący. Zdrzemnę się, a ty idź zjedź za ten czas.
-Ale..
-Proszę- tym razem to ja mu przerwałem. Spojrzał na mnie z miną obrażonego dziecka, na co ja cicho się zaśmiałem.
-Ech.. No dobra- wreszcie się zgodził więc czule się do niego uśmiechnąłem  , dając mu całusa w policzek. Itachiego jednak nie zadowolił zwykły buziak. Popchnął mnie delikatnie na plecy i namiętnie pocałował.
-Dobra, zaraz wracam- zaśmiałem się, a czarnooki wyszedł z pokoju.
Przez  dłuższą chwilę rozmyślałem i zastanawiałem się nad tym wszystkim. Nie miałem zielonego pojęcia jak to się dalej potoczy. No ale zanim zdążyłem wymyśleć jakiekolwiek sensowne rozwiązanie,  po prostu zasnąłem.

* * *

Powoli zacząłem otwierać oczy, gdy do pokoju zaczęły wdzierać się  pierwsze, poranne promienie słońca. Obudziłem się w białej pościeli, wtulony w zagłębienie szyi Itachiego. Jedną ręką przetarłem oczy i ujrzałem jasną twarz chłopaka, który delikatnie się do mnie uśmiechał.
-Witaj księżniczko- wyszeptał  seksownym głosem czarnowłosy.
-Ej! Nie nazywaj mnie tak!- zawołałem ,wielce oburzony tym jakże okropnym przezwiskiem.
-Dlaczego? - zapytał z mega uśmiechem na twarzy.
-Bo ja nie jestem żadną wstrętną księżniczką!
-Haha  jesteś. Śliczną, blond włosom księżniczką.. tylko ci korony brakuje- za to sformułowanie dostał poduszką w twarz.
-Ej nooo ! Ja ci tu komplementy prawie, a ty mnie jeszcze bijesz! I gdzie tu logika?- zaczął się śmiać na co ja też wybuchłem śmiechem.
-Jesteś okropny- zażartowałem i szybko cmoknąłem go w usta.
-Tylko tyle?- zapytał jakby z nutką rozczarowanie w głosie.
-A chcesz więcej?- odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie, zamierzając się z nim trochę podroczyć.
-Jeszcze pytasz?
-A kochasz mnie?- seksownie wyszeptałem mu to do ucha, delikatnie drażniąc je ciepłym oddechem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo- gdy tylko to powiedział zrobiło mi się jakoś gorąco w środku. Spojrzałem na niego tajemniczo, po czym lekko się uśmiechnąłem. Zbliżyłem twarz do jego tak, że aż stykaliśmy się nosami. Po chwili delikatnie musnąłem jego miękkie usta. Jedną ręką ująłem jego policzek, a drugą wplotłem w jego ciemno czarne włosy. Itachi objął mnie w tali pogłębiając pocałunek. Poczułem jak  jego  język  wdziera się do moich ust  zaczynając pieścić moje podniebienie. Zacząłem  cicho pojękiwać  pod wpływem pieszczoty. Ręce Uchichy z moich bioder powędrowały dużo niżej, zatrzymując się na moich pośladkach. Leżałem na nim więc miał do nich łatwy dostęp. Moje dłonie natomiast w tym momencie wsunęły się pod  koszulkę czarnookiego, gwałtownie ją zdejmując. Jego bluzka wylądowała w koncie, zresztą z czasem tak samo jak i moja. Usiadłem okrakiem na biodrach chłopaka zaczynając składać namiętne pocałunki na jego szyi. Już miałem schodzić niżej aż nagle drzwi do sypialni Itachiego  niespodziewanie się otwarły. W witrynach stał nie kto inny tylko..
-Madara?! Co ty tutaj robisz?!- zawołał Itachi, delikatnie mnie od siebie odsuwając. Brunet spojrzał na nas z lekkim zdziwieniem, widząc nas w tak dwuznacznej sytuacji.
-Eee chciałem was tylko zawołać na śniadanie ale widzę, że przyszedłem trochę nie w porę- zaśmiał się nadal nie spuszczając z nas wzroku.
-Nooo ten tego.. My zaraz zejdziemy, zacznijcie bez nas- powiedział Itachi siadając na łóżku.
-No dobra, to widzimy się na śniadaniu. No i jeszcze raz przepraszam- grzecznie przeprosił i niewinnie się uśmiechnął wychodząc z pokoju. Cholera  jasna, jak ja go nie znoszę.. Spuściłem wzrok i nagle posmutniałem.
 -No to ten… - zaczął nieśmiało Itachi, łapiąc się jedną ręką za tył głowy. Zaśmiałem się widząc go tak zmieszanego. On zawsze potrafił poprawić mi humor. Przysunąłem się do niego i znów delikatnie pocałowałem.
-Chodź, zejdźmy już na to śniadanie bo nigdy nie dadzą nam spokoju- zażartowałem, czule się do niego uśmiechając. Zrozumiałem, że nie mogę tak tego wszystkiego przeżywać ponieważ to źle wpływa na nasz związek, a ja nie chcę żeby to co jest teraz między nami w jaki kol wiek sposób się popsuło.
-Dobra - Itachi zaśmiał się, a następnie złapał mnie za rękę i pociągną w kierunku drzwi, w biegu łapiąc do ręki nasze koszulki. Zbiegliśmy na dół, wchodząc do dużej stołówki. Jeszcze cicho się śmiejąc zajęliśmy nasze stałe miejsca.
-Cześć- przywitał się Itachi i bez słowa zaczął jeść. Po chwili uczyniłem to samo.
-Ej Itachi !- odezwał się Pein przerywając głuchą ciszę.
-Hmm?
-Madara nam właśnie opowiadał o  waszej małej akcji z rana.. Masz zamiar przelecieć blondynkę?- zapytał żartobliwie Pein na co większość cicho się zaśmiała. Na moje policzki wpłynął lekki rumieniec, który świadczył o moim zakłopotaniu. Natomiast Itachi ku mojemu zaskoczeniu zareagował na to całkiem spokojnie.
-Hmm.. Możliwe. Ale to już nie twoja sprawa..  Z tobą za to nikt nie chcę się ruchać, nawet za pięćdziesiąt złotych- gdy to powiedział wszyscy, oprócz Hidana, który był tym trochę zażenowany  wybuchli śmiechem, na samą myśl o ich zakładzie.
-Eee.. Noo to ten boo.. dobra nie ważne, jedzenie stygnie- rudowłosy błyskawicznie zmienił temat  zabierając się do jedzenia. Haha czasami zastanawiam się jakim cudem oni mogą się przyjaźnić. No ale mimo to, że Itachi i Pein bardzo często się kłócą i równie często sobie dogryzają widać, że są ze sobą bardzo zżyci…
Przez cały czas trwania posiłku starałem się nie zwracać uwagi na to, że Madara siedzi zaraz obok. Jak dla mnie w tym momencie mogło go tam nawet nie być. W sumie to jeśli chce udawać, że mnie nie zna to jest mi to całkiem na rękę. Zastanawia mnie tylko jedno.. Czy to naprawdę możliwe żeby tak łatwo odpuścił?
Posiłek zjedliśmy w milczeniu i dość szybko więc w mgnieniu oka znaleźliśmy się  z powrotem w pokoju Itachiego.
-Ładna dziś pogoda, może pójdziemy się przejść co ?- zaproponowałem.
-Hmm.. Jasne. A gdzie pójdziemy ?- zapytał.
-No nie wiem.. Może tam gdzie ostatnio?
-Na molo?
-Noo- potwierdziłem,  wyszczerzając białe ząbki.
-No dobra, no to co idziemy teraz?
-A mamy coś lepszego do roboty?- zażartowałem.
-No niby nie.. No to chodź- złapał mnie za rękę i wyszliśmy z hotelu.
Nie wiem dlaczego ale lubiłem chodzić z nim na to molo. Było tam tak cicho i spokojnie.
Tylko ja i on, nikt więcej. W sumie to nie było w nim niczego nadzwyczajnego. Zwykłe, długie drewniane molo, takie jak każde. Nie miało ono poręcz dlatego z łatwością można było zamoczyć nogi w wodzie na sam jego końcu. Niby niczym się nie wyróżniało, a jednak naprawdę dobrze mi się na nim rozmawiało z czarnookim..
Po upływie jakichś piętnastu minut byliśmy już na miejscu. Usiedliśmy na samym końcu i tak jak zawsze zamoczyliśmy nogi w wodzie.
-Wiesz co Dei..
-Hmm?
-Pamiętasz jak wczoraj telefon od Peina przerwał naszą rozmowę?- no cóż, jak mógłbym zapomnieć dzień, w którym moje życie znacznie bardziej się skomplikowało.
-No pamiętam, a co?
-A pamiętasz o czym wczoraj rozmawialiśmy?
-Yhmm.. Opowiadałeś mi o sobie.
-No właśnie.. A potem ty miałeś mi opowiedzieć coś więcej o sobie ale przerwał nam telefon.. Mógłbyś to zrobić teraz?- zapytał, a mi nagle pociemniało przed oczami.
-Eee..Ale moje życie nie jest za bardzo ciekawe.. Nawet nie wiem o czym miałbym ci opowiadać więc może porozmawiajmy o czymś innym- chciałem jak najszybciej zmienić temat.
-Ech no proszę.. Nie może być aż tak źle- ,,uwierz może’’- pomyślałem.
-No ale ja nie wiem od czego mam zacząć..
-No to może opowiedz mi trochę o swojej rodzinie.. Masz rodzeństwo? Czym zajmują się twoi rodzice?- zadał pierwsze z najgorszych pytań. Cholera i co ja mam mu teraz powiedzieć? Przecież nie powiem mu, że mam ojca alkoholika oraz matkę, zakochaną w sobie idiotką, która sypia z kim popadnie. Nie chce go okłamywać ale czy mam inne wyjście?
-No to ten.. Nie mam rodzeństwa. Jestem jedynakiem, a moi rodzice.. – przerwałem na chwilę by wymyślić jakieś sensowne zawody..
-Mój tata jest szanowanym lekarzem, a matka.. Matka jest modelką! Tak właśnie, modelką..
-Naprawdę?!  To świetnie, musi ci się doskonale żyć z takimi rodzicami.
 -Taaa...- potwierdziłem i nagle spuściłem wzrok. W tej chwili czułem się naprawdę okropnie. Właśnie przed chwilą  znów go perfidnie okłamałem. Znów robię coś czego w głębi duszy wcale nie chcę robić. Coś czego będę w przyszłości gorzko żałował.
-Dei coś nie tak?- zapytał z troską w głosie czarnowłosy.
-Co? Nie, nie.. Wszystko w porządku, zamyśliłem się, przepraszam.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. No więc możesz kontynuować ?
-Jasne, no więc.. Eee, noo.. a co byś chciał jeszcze wiedzieć?- zapytałem, nie do końca wiedząc o czym mam mu opowiadać.
-Hmm.. No nie wiem.  A gdzie chodzisz do szkoły?
-Szczerze to nie mam jeszcze zielonego pojęcia- powiedziałem jak było, nie ważne jak głupio to zabrzmiało.
-Haha jak to ?-zaśmiał się, nie do końca mnie rozumiejąc.
-No bo ja w tym roku, po wakacjach idę po raz pierwszy do liceum i jeszcze nie wiem do którego- wyjaśniłem trochę bardziej zrozumiale.
-Aaaa już kapie.. A dobrze się uczysz?
-Szczerze?
-Noo..
-To nie- zaśmiał się, a ja delikatnie się zarumieniłem.
-Z czego się śmiejesz co? Z tego co wiem, to ty też nie jedziesz na samych szóstkach!
-Nooo w sumie fakt- tym razem to ja się zaśmiałem.
-Idiota!- zawołałem, zaczynając śmiać  się coraz głośniej.
-Sam jesteś idiotą, kretynie!
-Haha wcale, że nie!
-Wcale, że tak!- krzyknął, podejmując zabawę.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!!!- wrzasnął przewracając mnie na plecy. Zacząłem śmiać się jeszcze bardziej, a on zawisł nade mną.  
-Myślisz, że jak jesteś taki śliczny to wszystko ci wolno?- zapytał prowokacyjnie.
-A nie?- znów zacząłem się z nim droczyć, na co on seksownie się uśmiechnął.
-Nie- pochylił się nade mną zatrzymując  tuż nad moim uchem- I zaraz ci to udowodnię- wyszeptał, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Delikatnie nadgryzł moje ucho, a ja cichutko zajęczałem nie potrafiąc się powstrzymać. 
-Chcesz mnie przelecieć na molo?- zapytałem żartobliwie, znów zaczynając się śmiać tyle, że tym razem znacznie ciszej.
-Hmm  wiesz co.. W sumie to nie posuwałem jeszcze nikogo na molo więc czemu nie- uśmiechnął się zadziornie i zaczął całować moją szyję.
-O nie! Nie dam się wyruchać na moście!- zawołałem, na co on nie potrafiąc się już dłużej powstrzymać wybuchł śmiechem. Swoją drogą to uwielbiałem jak się uśmiechał. I to nie tylko dlatego, że wtedy wyglądał jeszcze ładniej niż zwykle ale dlatego, że każdy jego uśmiech bardzo mi schlebiał. No bo w końcu, z tego co mi wiadomo zanim Itachi mnie poznał na jego twarzy uśmiech pojawiał się bardzo rzadko. Podobno był kiedyś bardzo zamknięty w sobie oraz zimny i obojętny na to co go otaczało. Dzisiaj gdybym tego nie wiedział za żadne skarby świata bym w to nie uwierzył. Przy mnie zachowuję się całkiem inaczej. Jest taki ciepły i zabawny. Nie potrafię go sobie wyobrazić w wersji  jaką   przedstawiała mi  Konan, Pein czy nawet on sam. Po prostu nie potrafię..
Itachi, gdy tylko przestał się śmiać zszedł ze mnie i położył się obok.
-Wiesz co.. pomimo, że jesteś takim strasznym kretynem to i tak kocham cię ponad wszystko- powiedział, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
-Wiem.. I ja ciebie też- wyszeptałem i delikatnie go pocałowałem. Oddał mi pocałunek, a po chwili  powoli się ode mnie odsunął.  Założył sobie ręce za głowę i oparł się o drewnianą podłogę. Zamkną oczy i jakby zaczął się nad czymś zastanawiać. Spojrzałem na niego, ale zanim zdążyłem  o co kol wiek zapytać, on nagle się odezwał.
-Dei…
-Tak?
-Mogę o coś zapytać?
-Tak jasne, o co chodzi?- z niecierpliwością wyczekiwałem na jego odpowiedz.
-Miałeś kogoś zanim mnie poznałeś?- zapytał, a  moje serce  nagle zaczęło walić jak oszalałe. Cholera! I co teraz?! Przecież nie mogę mu  powiedzieć, że chodziłem kiedyś z Madarą. Przecież to jego kuzyn! Po prostu nie mogę, lecz nie chcę go znów okłamywać. To tak strasznie boli.. Ech- westchnąłem. Ale tak będzie lepiej.. Dla mnie, dla niego i dla wszystkich!
-Eee no.. No nie..
-Serio?- zapytał nie dowierzając.
-Yhmm..
-Mówisz poważnie? Nie wierzę.. Jakim cudem  taka ślicznotka jak ty do tej pory nikogo sobie nie znalazła?- zapytał, a  ja lekko się zarumieniłem. Nie za bardzo chciałem odpowiadać na to pytanie.
-No a właśnie! A ty? Chodziłeś z kimś wcześniej?- zapytałem, a  Itachi tylko delikatnie się uśmiechnął i pokręcił przecząco głową. Szczerze mówiąc, w tym momencie  to ja nie mogłem uwierzyć w to, że jestem jego pierwszym chłopakiem. Przecież przy nim kręci się tyle fajnych lasek. Wszystkie tylko marzą o tym by z nim być a on.. ?
-No wiesz.. Podobało mi się kiedyś kilka dziewczyn, ale z żadną z nich nigdy nie chciałem związać się tak na poważnie- stwierdził i nagle popatrzył mi w oczy.
-Deidara… - zaczął niepewnie.
-Co?
-Czyli ty.. ty nigdy nie..
-Nie!- zanim zdążył skończyć, to co chciał powiedzieć ja już wiedziałem o co mu chodzi. No i znów musiałem skłamać.. No bo jakby inaczej? Skoro z nikim NIBY ,,nigdy nie byłem” to jak mógłbym uprawiać z kimś sex prawda? Taaak, przyznam się. Zdarzyło mi się parę razy z Madarą.. Jeśli w ogóle ten stosunek z nim można było nazwać sexem. On mnie w tedy po prostu zerżnął. Jak zwykłą, tanią dziwkę. Miałem nadzieje, że przynajmniej z Itachim będzie inaczej, bo z tego co udało mi się na razie wywnioskować to pewnie chłopak niedługo będzie chciał się ze mną kochać.
-Eee.. No bo jaaa.. Nie zrozum mnie źle ale ja..
-Wiem, ja też- przerwałem mu.
-Ale co ty też?- zapytał jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Ja też chcę uprawiać z tobą sex- gdy to powiedziałem Itachiego najnormalniej w świecie zatkało. Chyba nie spodziewał się aż takiej szczerości z mojej strony. Chyba pierwszy raz dzisiaj, to on się zarumienił. Delikatnie ale jednak zarumienił. Popatrzył na mnie z lekkim zakłopotaniem, jakby nie wiedział co ma mi powiedzieć.
-Eee jaa.. Jaa chciałem tylko.. No wiesz.. Nie chcę na ciebie naciskać ale.. Ale noo..
-Itachi ja rozumiem. Rozumiem, że chciałbyś się już ze mną kochać. Ja z tobą też.
-Yyy serio?
-Yhmm.. To aż takie dziwne ?-zapytałem cicho się śmiejąc, na co on powoli się do mnie przysunął.
-Ej, ale może nie na moście co?- zażartowałem na co on też cicho się zaśmiał.
-Jak tam chcesz- stwierdził, delikatnie się do mnie uśmiechając.
-No wiesz, jakoś  bardziej wolałbym zrobić to w łóżku niż na molo. Choćby tak ze względów estetycznych- chłopak ponownie się zaśmiał i nagle wstał, biorąc mnie na ręce.
-C-co robisz?- zapytałem zdziwiony.
-A nie widać?
-Ale gdzie ty mnie zabierasz?
-Do sypialni..
-Łoo szybki jesteś- znów zacząłem się śmiać, obejmując szyję chłopaka.
-O tym to ty się dopiero przekonasz- mrrrr.. uwielbiam jak jest taki tajemniczy, a zarazem tak cholernie seksowny…
Wtuliłem się w tors Uchichy, wiedząc co mnie za chwilę czeka.
 Ej zaraz, zaraz! Czemu ja mam dać mu się tak łatwo przelecieć? Niech się chłopak trochę postara!
-Itachi…- zacząłem całkiem niewinnym głosem.
-Hmm?
-Wiesz co.. Przed chwilą tak sobie nad tym wszystkim myślałem  i  postanowiłem, że ja ci chyba jednak nie dam- odezwałem się słodkim głosikiem, żeby jeszcze bardziej go wkurzyć.
-CO?!! A to niby dlaczego?- zapytał rozczarowanym głosem, a ja z trudem powstrzymywałem się od śmiechu.
-No bo tak sobie właśnie pomyślałem : ,,czemu ja mam ci się oddać tak zupełnie za nic?” Musisz się trochę bardziej postarać..
-Że coo? Mam się staraaać? A to niby po co?- zapytał z naburmuszoną miną pięciolatka. Wyglądał teraz naprawdę uroczo.
-Żeby było romantycznie ! Inaczej ci nie dam - na początku miałem zamiar się z nim tylko trochę podroczyć ale teraz przerodziło się to w całkiem niezłą zabawę.
-No wiesz ty co! A długo to ja mam się tak starać?
-Noo nie wiem, ale raczej długo- zażartowałem, z niecierpliwością czekając na to, jak to się dalej potoczy.
-A można to jakoś przyśpieszyć?- zapytał podejmując zabawę.
Chyba właśnie zrozumiał, że to wszystko o czym teraz mówię jest tylko grą wstępną do niesamowitego 
finału.
-Można- wyszeptałem seksownym głosem, miziając palcem po jego klatce piersiowej.
-A powiesz mi jak?
-Musisz.. Musisz spełnić moje trzy życzenia!
-Emm no dobrze, no więc czego sobie życzysz blondyneczko?
-Hmm  pomyślmy.. Po pierwsze chcę żebyś  zabrał mnie na kolację- nie zastanawiałem się nad tym długo. Mówiłem to co akurat wpadło mi do głowy. Moje życzenia nie mogły być jakoś bardzo skomplikowane ponieważ tak czy tak bym mu dał. To całe : ,,masz się postarać” było tylko po to byśmy oboje lepiej zapamiętali tą chwile. Żeby było idealnie.
-Dobrze, co dalej?
-Dalej.. Dalej chcę żebyśmy poszli na romantyczny spacer po plaży, a potem..
-Pamiętaj, że to już ostatnie- przypomniał mi, nadal niosąc mnie na rękach.
-Faktycznie, no więc chcę.. Hmm...- zamyśliłem się przez chwil.
-No nie wiem.. Niech to będzie niespodzianka- zaproponowałem, nie mając pojęcia czego mógłbym sobie 
jeszcze zażyczyć. I tak było już za idealnie.
-Okej, niech będzie- zgodził się, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
-Hmm.. Chyba nawet mam już pomysł na tą niespodziankę- odezwał się po chwili, patrząc w bezchmurne 
niebo, któro było już koloru dojrzałych pomarańczy. W dzień, w którym poznałem Itachiego zachód był 
równie piękny.
-Serio? Jaki?- zapytałem z ciekawością.
-Nie mogę ci powiedzieć, to ma być niespodzianka.
-Ech no dobra..
-Ale chyba dziś nie zdążę jej przygotować. Więc może jutro co?
-Nie no jasne.. To co, mam rozumieć, że mnie jutro przelecisz tak?- zapytałem żartobliwie.
-Na to wygląda- powiedział z uśmiechem, na co ja  tylko cicho się zaśmiałem. Czy to dzieję się naprawdę? 
To niemożliwe żebym miał w życiu aż takiego farta. Przecież jeszcze kila tygodni temu moje życie nie miało 
w ogóle sensu, a teraz..? A teraz.. No właśnie, a co teraz? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Wiem tylko 
jedno.. Moje serce zabiło dużo mocniej dla tego wysokiego bruneta, który właśnie niesie mnie na rękach.