Hejcia :) Od razu bardzo przepraszam za
to, że tak długo mnie nie było.. No ale zaczęła się szkoła, pierwsze sprawdziany,
dużo nauki no i tak jakoś wyszło, że nie miałam czasu na pisanie. W ramach
rekompensaty dodałam od razu drugą notkę :P Choć tak na prawdę dodałam ją też ze
względu na to by wam się nie nudziło ,ponieważ ta nocia będzie dość nudna. Nie
będzie się w niej wiele działo lecz warto ją PRZECZYTAĆ by wiedzieć o co będzie
chodziło w następnej. Obie są w jakimś sensie ze sobą powiązane więc radzę się
na niej skupić. Bardzo dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania ;**
7.Szczera rozmowa z Konan.
Deidara;
Leżałem w białej pościeli, zastanawiając się nad sensem swojego życia.
Co ja tu tak właściwie robię ? A raczej co będę robić za kilka tygodni jak już wrócimy do domu..
Ehh.. Przecież ja nawet nie mam
dokąd wracać.
Nie mam już domu. Rodzice się mnie wyparli, a do tego ćpuna nie mam zamiaru
wracać!
Ja go nawet nie chcę znać ! Było minęło, on to teraz stara historia, która
już nigdy nie wróci.
Ehh… Westchnąłem głęboko.
Zaraz, zaraz!
Naglę otworzyłem oczy i stało się coś co w moim przypadku mogło by nazwać
się cudem !Zacząłem intensywnie myśleć o tym, którego kiedyś tak bardzo
chciałem wymazać z pamięci.. I.. I.. I
nic ! Po prostu nic! Pierwszy raz od bardzo dawna myśląc o nim z moich oczu nie
popłynęła ani jedna łza.. Nie poczułem tego zawadzającego ucisku w sercu, który
towarzyszył mi za każdym razem kiedy o
nim myślałem. Podniosłem się do siadu i delikatnie się uśmiechnąłem. Zamknąłem
oczy. Nagle po moim policzku spłynęła jedna, samotna łza.
Nie, tym razem to nie była łza bólu i mojej słabości lecz łza szczęścia,
która dowodziła o tym że w końcu uwolniłem się z tego koszmaru. W końcu
uwolniłem się od niego.
Uśmiechałem się, nadal nie otwierając oczu, pozwalając by łza powoli
spływała po moim policzku.
Przed moimi oczami nagle pojawiła się nieskazitelna twarz Itachiego. Nie
wiem dlaczego ale wydawało mi się, że to wszystko.. to dzięki niemu. Od kąt go
poznałem coraz częściej się uśmiecham, a przebywając w jego obecności na moje
policzki wpływa niechciany rumieniec. Nocami śnię o nim, a w dzień pragnę być
jak najbliżej niego i.. Hmm.. Czy to przypadkiem czasem nie świadczy o tym, że
on mi się podoba ? Nieee.. To nie o to chodzi . To, że on mi się podoba to ja
wiem na pewno. Więc… to świadczy o tym, żee.. że ja.. że ja się w nim
zakochałem ? Niee.. Na pewno nie! To nie możliwe !
Ehh.. Westchnąłem głęboko i
spojrzałem w sufit.
Kogo ja próbuję oszukać ? Zakochałem
się w nim i taka jest prawda.
Z jednej strony to takie oczywiste,
a z drugiej tak niejasne.
Znam go przecież tak krótko.. Praktycznie nic o nim nie wiem ale czuję, że
to ten jedyny.
Hmm..Dlaczego akurat on ?
Nagle uderzyłem się ręką w czoło. Boże, przecież to oczywiste !On jest
idealny !
Jest pieprzoną perfekcją, której nigdy nie będę w stanie dorównać …
Westchnąłem i gwałtownie opadłem na łóżko. Zamknąłem oczy.
Zacząłem wyobrażać sobie siebie i jego idących wzdłuż plaży. Trzymających
się za ręce na..
Hmm.. Na tle zachodu słońca ! Dokładnie, na tle zachodu słońca.
I nagleee..Hmm.. I nagle on mnie całuje ! O taaak… Delikatnie się
uśmiechnąłem na samą myśl, wciąż nie otwierając oczu. A potem ja..
-Hej- ciepły i delikatny głos przerwał moje marzenia, a do pokoju weszła
bardzo ładna dziewczyna jaką była Konan.
-Cześć Konan- przywitałem się najmilej jak umiałem ponieważ bardzo ją
lubiłem. Była miła i sympatyczna, a pyzatym dobrze mi się z nią rozmawiało.
-Mogę wejść?- zapytała stojąca w progu dziewczyna.
-Tak, jasne wchodź- weszła do środka i usiadła na skraju łóżka, a ja od
razu wygramoliłem się z pod kołdry i usiadłem po turecku. Bez obaw nie śpię w
piżamce w różowe misie więc nie musiałem jej przepraszać za stan w jakim się
znajduje ponieważ miałem na sobie przydługawą niebieską koszulkę i granatowe
szorty. Mimo wszystko wyglądałem normalnie. A dodałem to tylko dlatego, że na
przykład Tobi chodzi spać w piżamce w żółte żyrafy więc nie myślcie sobie, że
ja też !No ale mniejsza o to..
-Eee..Przepraszam za najście z samego rana ale chciałam ci przypomnieć o
śniadaniu.
-Nie no nic się nie stało wręcz przeciwnie jestem ci wdzięczny za to, że o
mnie pomyślałaś. Dzięki.
-Nie ma za co, to drobiazg- uśmiechnęła się do mnie i kontynuowała -wiesz
byłam też przed chwilą u Itachiego, bo znając życie to by pewnie nie wstał-
zaśmiała się pod nosem.
-Tak, pewnie by tak było- uśmiechnąłem się szeroko i też zacząłem się
śmiać.
-Tak, to cały Itachi- skomentowała Konan nadal delikatnie się uśmiechając.
-Hmm.. Długo się już znacie?- zapytałem z ciekawości.
-Oj taak..Długo, długo. Z Itachim znamy się od przedszkola, a przyjaźnimy
się od podstawówki.
-O to faktycznie długo.
-Noo..Wystarczająco dość długo by go dobrze poznać- odwróciłem wzrok w
drugą stronę i nagle coś sobie uświadomiłem. Oni wszyscy znają się tak długo i
tak dobrze, że mogą nazywać się przyjaciółmi, a ja ? Znam Itachiego przecież
tak krótko i tak słabo, a chciałbym być w jego życiu kimś więcej.
To żałosne..Nie, to ja jestem żałosny.. Oni są dla niego tylko przyjaciółmi
,a są z nim tak blisko. Ja praktycznie nic o nim nie wiem, a chcę by traktował
mnie jak kogoś więcej niż tylko przyjaciela, którym pewnie nawet nie jestem..
-Dei… Co się stało ?
-Yyy.. Co ?
-Co się stało ?-zapytała ponownie.
-Eeee..yyy..nic, a co miało się stać ?- zapytałem jakby nigdy nic.
-Przecież widzę.
-Eee..A dlaczego od razu zakładasz, że coś się stało ?
-Nie pytałam czy COŚ się stało tylko CO się stało, a to różnica.
-Yyy.. Aniby jaka ?- zapytałem nie do końca wiedząc o co jej chodzi.
-Taka, że przecież widzę, że coś ci leży na serduchu więc nie wmawiaj mi,
że wszystko jest w porządku. Nie jestem idiotką i nie jestem ślepa. Mi możesz
powiedzieć Dei. Co się stało ?- Kurde zauważyła to, że tak naglę posmutniałem,
i że coś mnie gryzie. A niech to!
A teraz jej nie wmówię, że nic się nie stało bo mi w to nie uwierzy.
Cholera, muszę jej powiedzieć prawdę bo inaczej nie da mi spokoju..
-Ehh.. No bo.. Wy znacie Itachiego
tak długo i jesteście dla niego bardzo bliskimi przyjaciółmi, a ja ? Kim ja dla
niego jestem ?- zapytałem, do końca nie świadomy tego co robię. Postanowiłem
się przed nią otworzyć, a ją kompletnie zamurowało. Najwidoczniej nie
spodziewała się takiego pytania.
-Eee..No.. Az kąt takie pytanie?- odezwała się dopiero po chwili.
-No bo.. No bo ja.. eee.. A mniejsza o to ! Eee.. Zmieńmy temat ! Ł-ładną
mamy dziś pogodę prawda?- zacząłem się jąkać do końca nie wiedząc co mam jej
powiedzieć.
-Dei… Czy ty…
-Nie! To nie tak jak myślisz !- przerwałem jej, domyślając się co chce
powiedzieć.
-Dei…
-Co?!-niemal krzyknąłem.
-Dei..Czy ty…
-Nie no coś ty ! To nie tak jak ci się wydaję !- zaprzeczyłem wszystkiemu
nerwowo się uśmiechając.
Może i by miu wierzyła gdyby nie zdradził mnie ten delikatny rumieniec,
który pojawił się na moich policzkach w najmniej oczekiwanym momencie.
-Eee..yyy..no bo ja..eee..- znów zacząłem się jąkać, nie wiedząc jak mam
się zachować w tej sytuacji.
-Dei..Uspokój się- zamurowało mnie. Cholera, co ja wyprawiam?!
Boże, ona pewnie teraz myśli, że on mi się podoba!!! No ale przecież dobrze
myśli. On mi się podoba i to cholernie.
-Dei…- nagle na nią spojrzałem, spodziewając się już o co zaraz mnie
zapyta.
-Ty się w nim zakochałeś?- zapytała spokojnie, patrząc mi w oczy, a ja od
razu zacząłem się tłumaczyć.
-Nie! No coś ty! He,He, jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć..- zacząłem się
nerwowo śmiać.
-Deidara, spokojnie. Uspokój się, dobrze?
-Dobrze, przepraszam- wziąłem głęboki wdech..I wydech.. a już po chwili
spojrzałem na nią w pełni spokojny. W końcu nie mogłem dać opanować się emocją,
które jak na razie mną rządziły.
-Dei, powiedź mi. Nikomu nie powiem, obiecuję.
-Obiecujesz?- zapytałem by się upewnić.
-Tak.
-Ehh..No dobra..- westchnąłem i zamknąłem na chwilę oczy.
-A więc?- nalegała dziewczyna.
-No bo ja..ja.. Ja się w nim.. no wiesz..- zarumieniłem się delikatnie i
odwróciłem wzrok.
-O Boże Dei, dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?- zapytała.
-No bo.. No bo.. no bo ja.. no nie wiem.
-Och Dei..-Westchnęła i naglę mnie przytuliła.
Konan jest naprawdę dobrą przyjaciółką. Nie raz byłem o nią zazdrosny gdy
rozmawiała z Itachim. Bałem się, że może mu się podoba czy coś..
Jest naprawdę ładną, fajną i miłą dziewczyną no więc.. Niee, ona by mi tego
nie zrobiła. Szczególnie teraz kiedy jej już powiedziałem co do niego czuję.
-Tylko proszę, nie mów o tym Itachiemu- nie mógł się dowiedzieć o tym od
niej.
-Dobrze nic mu nie powiem. To będzie taka nasza mała tajemnica- zaśmiała
się i wypuściła mnie ze swoich objęć.
-Dzięki Konan, jesteś kochana!
-Bez przesady, tylko staram się być miła młody- uśmiechnęła się i poklepała
mnie po policzku.
Ehh.. Chcąc, nie chcąc była ode mnie starsza jak i cała reszta tej całej
gromadki.
-No ale ty nie zamierzasz mu o tym powiedzieć?-
spytała zabierając rękę z mojego policzka.
-Zamierzam. Znaczy no.. chcę mu o tym powiedzieć ale nie wiem czy dam sobie
radę.
-Rozumiem, ale zawsze warto spróbować- zachęcała mnie niebiesko włosa.
-Wiem, że warto ale czy to coś zmieni? Przecież on nic do mnie nie czuję..
-No nie wiem ale mi się wydaję, że on cię bardzo lubi.
-Wydaję ci się..-westchnąłem.
-A ten pocałunek hmm? On też mi się tylko wydawał co ?- zapytała, a ja
wróciłem myślami do wydarzeń z wczoraj.
-To była tylko gra..- zaprzeczyłem wszystkiemu.
-Ale ja mówię o tym pocałunku na molo- Co z kąt ona wie? Przecież tam byłem
tylko ja i on. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Sosori mi wczoraj opowiadał o.. jak on to mówił ,,skandalu” jaki miał
miejsce wczoraj wieczorem- zaśmiała się cicho.
-Ehh..Sasori..Jak on mnie denerwuję.
-Po prostu mu się podobasz..
-Ale on mi nie..Traktuję go jak kolegę. Nie powiem, że go nie lubię bo jest
dla mnie bardzo miły ale nie w moim guście.
-A Itachi jest w twoim guście?- zapytała dziewczyna zaciekle się
uśmiechając.
-Eeee..noo..skoro mi się podoba no to chyba tak.
-Ha! Ha! Czekaj idę powiedzieć Sosoriemu żeby się farbnął na czarno,
zapuścił włosy i wyrobił sobie taki fajny kaloryferek jaki ma Itaś-
zażartowała, no co wybuchłem śmiechem. Faktycznie Itachi miał nieziemsko
seksowne ciało ale mi nie o to chodziło. Choć to też był duży plus. (XD)
-Mi nie chodzi tylko o jego wygląd. Itachi ma w sobie coś takiego..no.. coś
takiego..nie wiem jak mam to nazwać. Coś..
-Wyjątkowego?- spytała.
-Tak! Dokładnie tego słowa szukałem! Coś wyjątkowego. Jest taki..
-Idealny?- znów w trafiła w dziesiątkę! Spojrzałem na nią zdumiony. Przez
chwilę chciałem zapytać czy czyta mi w myślach ponieważ dokładnie to chciałem
powiedzieć.
-Wiem, wiem.. Itachi jest idealny. Ty nawet nie wiesz ile dziewczyn w
naszej szkole się w nim podkochuje. Ja też swojego czasu się w nim bujałam.
-Naprawdę?- spytałem zdumiony. Konan na serio kochała się kiedyś w Itachim?
-Noo..Złamał mi serce jak i całej reszcie zakochanych w nim po uszy
nastolatek.
-I.. I po tym wszystkim dalej jesteś w stanie się z nim przyjaźnić?-
pytałem dalej, nie mogąc uwierzyć w jej słowa.
-Tak. Bardzo lubię Itachiego i teraz jak mi już przeszło traktuję go tylko
i wyłącznie jak przyjaciela- wpatrywałem się w nią zawzięcie, zaciekawiony tym
co mówi.
-Itachi nigdy mi niczego nie obiecywał. Nie był jednym z tych kolesi,
którzy bawią się dziewczynami. Nigdy, przenigdy nie zbliżył się do nikogo na
tyle blisko by można było powiedzieć, że kogoś zranił. Wręcz przeciwnie. Był
zawsze miły ale niedostępny. Żadna z dziewczyn nie śmiała by powiedzieć, że ją
kiedykolwiek skrzywdził bo tak nigdy nie było. Po prostu żadnej nie odwzajemnił
uczucia jakim one wszystkie go darzyły. Zawsze powtarzał, że będzie z osobą,
którą naprawdę kocha, a nie z tą która mu się wyłącznie podoba- przerwała na
chwilę i spojrzała w stronę morza.
Zamyśliła się przez chwilę, a że nie chciałem jej przerywać tylko poczekać
aż sama wróci do tematu, zacząłem intensywnie analizować wszystko czego się
dzisiaj dowiedziałem.
Taak..Ona tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Itachi jest idealny. Ale
teraz tym bardziej zaczynam myśleć, że ktoś taki jak on nawet by na mnie nie
spojrzał, a co dopiero zakochał się we mnie. Ideał powinien być z ideałem, a
nie z kimś takim jak ja.
Przebierał w tak dużej ilości dziewczyn, a miał by wybrać kogoś takiego jak
ja? To przecież niedorzeczne.
-Itachi jest idealnym facetem
przerwała głuchą ciszę nadal na mnie nie spoglądając.
-I one wszystkie też bardzo dobrze zdawały sobie z tego
sprawę-kontynuowała.
-Masz rację Itachi jest wręcz doskonałym chłopakiem- znów westchnąłem bo
uświadomiłem sobie, że nie dla mnie. A może to ja nie jestem dla niego?
-Oj taak..Kilka dziewczyn z naszej szkoły ma tam do niego pretensję, że
nawet na nie spojrzał gdy paradowały przed nim w krótkich spudniczkach i w
bluzeczkach z dużym dekoltem. No bo wiesz Itachi nie jest typem, któremu zależy
tylko i wyłącznie na sexie.
-Tak wiem… -W tym momencie chciałem jej powiedzieć ; ,,Konan odezwij się do
mnie jak będziesz chciała powiedzieć coś o czym nie wiem” lecz ostatecznie się powstrzymałem.
-Mają do niego pretensję ale to w końcu nie jego wina!- krzyknęła nadal na
mnie nie spoglądając. Jej wzrok cały czas był utkwiony w panoramie Polskiego
morza.
-To nie jego wina, że mnie nie kochał. To nie jego wina, że nie zakochał
się w żadnej dziewczynie z naszego otoczenia. To nie jego wina, że nie zakochał
się w nikim.. do tej pory.
-Do tej pory?- spytałem, nie do końca wiedząc co miała na myśli.
-Tak, do tej pory. Boo.. Wydaję mi się, że od kąt Itachi cię poznał to w
jego życiu coś się zmieniło.
-Zmieniło? -znów spytałem mało inteligentnie. Ale to wszystko dlatego, że
cały czas zaskakiwała mnie tym co mówiła.
-No, tak mi się wydaję. Jak już ci mówiłam, Itachi zawsze był taki
niedostępny i zamknięty w sobie.
Kiedyś jego uśmiech był rzadkością, a teraz od kąt cię poznał uśmiecha się
coraz częściej i stał się naglę jakiś
taki weselszy niż zwykle. To dobrze. Hmm.. Nawet bardzo. Nie mów, że tego nie
zauważyłeś?
-Noo..Zauważyłem ale jaa.. ja nie znam Itachiego zbyt dobrze więc nie wiem
jak się zachowywał zanim go poznałem- stwierdziłem spuszczając wzrok.
-Faktycznie-przyznała mi rację i kontynuowała- Itachi bardzo się zmienił po
stracie rodziców. No wiesz wszystko spadło wtedy na niego.
-Co?! Rodzice Itachiego nie żyją?- Szok! Wielki szok! Itachi stracił
rodziców? Jak? Kiedy? Czemu mi nie powiedział? Ehh.. Chyba za dużo sobie
wyobrażam… Nie jestem z nim aż tak blisko by miałby mi się spowiadać ze swojego
życia. No i w końcu ja też mu nic nie opowiadałem o swojej rodzinie więc czemu
on miał by mi opowiadać o swojej?
-Tak, nie mówił ci?- spytała zaskoczona.
-Nie..-odpowiedziałem i naglą posmutniałem. Konan to zauważyła.
-Hej Dei! Nie przejmuj się! Na pewno kiedyś ci powie, a z resztą wiesz… To
nie jest temat, którym można się za bardzo chwalić.
-Tak, wiem-posmutniałem jeszcze bardziej.
-Teraz pewnie się domyślasz jak bardzo ważna jest dla Itachiego rodzina. Na
pewno prędzej czy później zapyta cię o twoją- w tym momencie dziewczyna
zdołowała mnie jeszcze bardziej.
Rodzice Itachiego na pewno byli wspaniałymi ludźmi, a moi? Taak… Moi
rodzice. To jest dopiero temat, którym nie ma się co chwalić. Ojciec piję, a
matka jest zakochaną w sobie egoistką. Na dobrą sprawę to oboje są siebie warci.
Zawszę musiałem liczyć tylko na siebie, a gdy ukończyłem już 15lat to wyrzucili
mnie z domu i kazali radzić sobie samemu. Na koniec się mnie wyparli i od tego
czasu więcej ich nie widziałem. Po prostu oni nigdy mnie nie kochali. No bo,
którzy kochający rodzice robią coś takiego swojemu dziecku?
-Itachi, sporo już przeszedł. Gdy jego rodzice umarli wszystko obróciło się
o 360stopni.Ale mimo to on nigdy się nad sobą nie użalał. Zaciskał zęby i szedł
przed siebie nie robiąc ani jednego kroku w tył. Ktoś inny na jego miejscu
pewnie by się załamał ale nie on. Nawet nie przyjmował do siebie takiej
możliwości. No wiesz w końcu miał dla kogo żyć nie?
-Co? Dla kogo?- spytałem kompletnie nie wiedząc o co jej chodzi.
-To ty nie wiesz?!!!- zapytała, otwierając szeroko oczy.
-No jak widzisz, nie- odpowiedziałem, już lekko zirytowany tą całą
sytuacją.
-Przepraszam, po prostu myślałam, że wiesz. Itachi ma młodszego brata.
Mniej więcej w twoim wieku. Itachi jest od niego starszy o 3lata więc Sasuke ma
teraz 15. No jakoś tak- Itachi ma brata? Jak to? Cholera dlaczego ja nigdy nic
nie wiem?! Ja pierdole.. Dowiedziałem się dzisiaj więcej na jego temat od Konan
zamiast od niego samego.
Boże!!! Jak mnie to wkurza! Kocham faceta, o którym nic praktycznie nie
wiem!!!
-Dei..Wszystko w porządku?- zapytała czule Konan, spoglądając mi prosto w
oczy.
-T-tak, wszystko okej- zawahałem się przez chwilę.
-Nie przejmuj się, on po prostu nie miał okazji ci o tym powiedzieć.
-Konan ty nawet nie wiesz jak mnie to denerwuję! Kocham kogoś o kim nic praktycznie
nie wiem!!- wybuchnąłem- A najważniejszych rzeczy na jego temat dowiaduję się
od jego koleżanki!!!
-Deeei..-przysunęła się do mnie i mnie ponownie objęła. Nie było mi źle ale
to nie to samo co z Itachim. Z nim jest
inaczej. Duuużo, duuużo lepiej. W sumie to nikt nie przytula lepiej od niego.
-Nie przejmuj się tym- dziewczyna próbowała mnie pocieszyć. Jaka wielka
szkoda, że jej się nie udało.
Westchnąłem.
-Ehh..Po prostu bardzo mi na nim zależy…
-Tak, wiem Dei- szepnęła, wypuszczając mnie ze swoich objęć.
-Dobra, nieważne. Nie zamierzam się tak nad sobą użalać, a tym bardziej nie
zamierzam się poddać- powiedziałem już z większym entuzjazmem. Uśmiechnęła się
do mnie szeroko i wstała.
-Tak trzymać Dei- pochwaliła mnie, a ją odwzajemniłem uśmiech.
-Dobra to ja lecę. Trochę się zagadaliśmy.
-Ha, ha i tak już pewnie jesteśmy spóźnieni na śniadanie- zaśmiałem się, na
co i dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Dobra, noto do zobaczenia na śniadaniu – pożegnała się ze mną czule.
Odwróciła się i już miała wychodzić ale ją jeszcze na chwilę zatrzymałem.
-Konan…
-Tak?- odwróciła lekko głowę w moją stronę.
-Dzięki..-podziękowałem jej co wyjątkowo ją zdziwiło lecz po chwili się
uśmiechnęła i skinęła głową.
- Nie ma za co- odpowiedziała i wyszła. Ehh.. Westchnąłem i znów opadłem na
łóżko.
Hmm.. Jedno wywnioskowałem z tej rozmowy. Zero szczerych rozmów jak na
jakiś czas. A nie…
Będę mógł tak powiedzieć dopiero w
tedy jak już powiem Itachiemu co do niego czuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz