9.Zwykłe kocham, a tak dużo zmienia.
Itachi:
Siedziałem przy nim, wspominając wczorajszy wieczór.
Pogrążony w myślach, wpatrywałem się w spokojną, pogrążoną we śnie twarz
Deidary. Wyglądał teraz tak niewinnie…
Boże! Jak ja mogłem w ogóle pomyśleć, że ktoś taki jak on ma
romans z Konan?!
Głupek! Głupek! Głupek!
I pomyśleć, że dopiero po szczerej rozmowie z dziewczyną
zacząłem na nowo racjonalnie myśleć. Konan jednak nie powiedziała mi o czym
chciał porozmawiać ze mną Dei i co było
przyczyną ich rozmowy. No i przede wszystkim nie chciała powiedzieć mi w czym to tak niby ,,pomogła”
Deidarze. Cholernie mnie to denerwowało więc
idąc za radą dziewczyny postanowiłem sam go o to zapytać.
No iii… No i chciałem go przeprosić za to co się wczoraj
wydarzyło. Zachowałem się naprawdę nie porządku wobec niego . A tym bardziej
dlatego , że nie miałem racji.
Siedziałem tak obok niego, nie wykonując choćby
najmniejszego ruchu, dopóki Dei nie
zaczął się pomału budzić. Najpierw przetarł dłońmi oczy, a później delikatnie
je otworzył.
Gdy mnie tylko zobaczył, dało się dostrzec, że na jego
twarzy malowało się wielkie zdziwienie.
-G- gdzie ja jestem
?- spytał nieśmiało.
-Spokojnie. Jak na
razie jesteś u mnie, ale jeśli będziesz chciał to za raz zaniosę cię do twojego
pokoju.
-Nie, nie!- krzyknął- Yyy..Znaczyyy.. Jeśli mógłbym, to
wolałbym zastać u ciebie- dokończył znacznie spokojniej- No chyba, że mam się
wynosić to tylko powiedź, a..
-Nie o to mi chodziło! Źle mnie zrozumiałeś.. - przerwałem
mu- Jeśli chcesz, to możesz tu zostać ile tylko będziesz chciał.
-Dziękuję - nagle odwrócił wzrok, a na jego policzki wpłynął
słodki rumieniec.
-Eee.. A tak w ogóle to co się wczoraj stało ?- spytał po
chwili.
-Byliśmy wczoraj na dyskotece, pamiętasz?
-Yhmm – przytaknął, kiwając delikatnie główką.
-No więc w trakcie tej wczorajszej dyskoteki zemdlałeś. No
ale spokojnie. Był już u ciebie lekarz i powiedział, że wszystko w porządku.
Stwierdził taż, że tak to jest jak się przez cały dzień nic nie je, a później
zabiera za balowanie- zaśmiałem się, a on poczerwieniał jeszcze bardziej.
-A, że nie miałem serca zostawiać cię tam w takim stanie to
postanowiłem zanieść cię do hotelu. Nie miałem kluczy do twojego pokoju,
więc zaniosłem cię do mojego.
-Dziękuję, naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć.
-Aj przestań.. To drobiazg- uśmiechnąłem się do niego lekko,
a on po chwili delikatnie pocałował mnie w policzek.
-Mam rozumieć, że to w ramach podziękowań?
-Yhmm..
-No to możesz dziękować mi tak częściej- zażartowałem, a po chwili zacząłem się śmiać. On także wybuchł śmiechem.
-No to możesz dziękować mi tak częściej- zażartowałem, a po chwili zacząłem się śmiać. On także wybuchł śmiechem.
-Itachi?- odezwał się dopiero po chwili.
-Tak?
-Mogę cię o coś zapytać?
-Dobrze ale pod warunkiem, że później ty też odpowiesz mi
szczerze na jedno pytanie, okej?
-Eee.. No dobrze..
-Świetnie. No więc słucham?
-Ammm.. Jaaa… ja od razu bardzo przepraszam za to pytanie
ale.. ale nie potrafię się powstrzymać- zaczął trochę niepewnie.
Dało się zauważyć, że
to o co chciał zapytać było dla niego bardzo trudne ponieważ w tym momencie
nagle posmutniał.
-Itachi czy ty… Czy
ty przespałeś się wczoraj z tą dziewczyną?
-Słucham?
-Ja przepraszam ale… Ale proszę powiedź mi. To dla mnie
bardzo ważne..
-No ale jakie to ma znaczenie?
-Proszę.
-Nie, nie przespałem się z nią.
-Serio?!
-No tak, ale… Ale nie do końca rozumiem. I to niby ma być to
pytanie za co tak przepraszałeś?-
spytałem zdumiony.
-Yyy.. No tak- przytaknął lekko zmieszany- No.. No a ty o co
chciałeś zapytać?- Dei najwyraźniej
chciał szybko zmienić temat.
-Ja? A no tak! Ale za nim zacznę, to chce ci coś jeszcze
powiedzieć.
-Co takiego ?
-Chcę.. Chcę cie przeprosić- z trudem to z siebie wydusiłem.
-Słucham?! Chcesz
mnie przeprosić? Ty?! A niby za co?- pytał z niedowierzeniem.
-Za wszystko… A w
szczególności za wczoraj. Zachowałem się jak ostatni dupek. Przepraszam- w
tamtej chwili blondyn patrzył na mnie jak na idiotę. Uważał chyba, że żartuję,
ale nie żartowałem.
-Ja… Ja nie wiem co mam powiedzieć- wyszeptał półgłosem.
-Nic nie musisz mówić. Za to ja ci coś powiem- po tych
słowach Dei spojrzał mi prosto w oczy. Chyba pierwszy raz tego dnia.
-Nie wiem czy wiesz ale.. Ale gdyby nie ty.. Gdybyś mnie
wczoraj nie powstrzymał to.. To popełniłbym największy błąd w swoim życiu idąc
z tamtą dziewczyną- na te słowa po ciele blondyna przeszły zimne dreszcze.
Delikatnie się wzdrygnął i popatrzył na
mnie z jeszcze większym zdumieniem.
Nie musiałem długo czekać, aż blondyn powoli się do mnie
przysunął i wtulił w mój tors.
Nie powiem, na początku mnie trochę zamurowało i nie
potrafiłem wydać z siebie ani jednego słowa, ale już po chwili sam go objąłem.
-Przepraszam… - wyszeptał po dłuższym upływie czasu,
delikatnie się ode mnie odsuwając. Zaraz potem usiadł obok mnie po turecku.
-Nic nie szkodzi- powiedziałem, a on lekko się do mnie uśmiechnął,
chowając grzywkę za uchem.
-A właśnie ! Teraz ty
miałeś mnie o coś zapytać, czyż nie?
-A no tak!- zupełnie o tym zapomniałem.
-No więc?- zapytał , a ja się do niego złośliwie
uśmiechnąłem. No więc jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to.. To proszę bardzo.
Naglę popchnąłem go na plecy, a sam położyłem się na brzuchu, obok niego.
-No więc chciałem zapytać o… - przerwałem na chwilę, widząc
jak bardzo się czerwieni.
Nasze usta dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Lewą ręką podpierałem głowę, a prawą niemalże dotykałem jego
policzka, który był już koloru dojrzałych wiśni. Oddech blondyna naglę
przyśpieszył, a ja zacząłem się cicho śmiać.
To było takie zabawne. Można było powiedzieć, że
rozśmieszało mnie to, że doprowadzam go do takiego stanu.
-Wszystko w porządku?- zapytałem, niby z troską.
-Yyy.. T-tak.. Znaczy tak!
-Na pewno?- zapytałem, śmiejąc się niczym małe dziecko.
-No co!?- zacząłem śmiać się jeszcze bardziej.
-Ej no co?! Z czego się śmiejesz?!- tak naprawdę to już
nawet nie wiedziałem.
-Itachi no!!- krzyknął, a po chwili sam zaczął się śmiać.
Popchnął mnie na plecy, a sam położył się na mnie, nadal się śmiejąc. Nie
minęło nawet pięć sekund, a to ja zepchnąłem go z siebie i sam położyłem się na
nim. I tak zaczęliśmy się przewracać i turlać po całym łóżku, śmiejąc w
niebogłosy, aż w końcu to ja wygrałem, a on wylądował pode mną.
Boże! Ja nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak
zachowywałem. Od śmierci rodziców przestałem się wygłupiać i zamknąłem się w
sobie. Oceny poleciały w dół, zacząłem wagarować, a uśmiech na mojej twarzy
pojawiał się bardzo rzadko. Od tamtej
pory starałem się być obojętny na wszystko by czasem się przy kimś nie rozkleić.
Ale przy nim… Ale przy nim jest inaczej.
Coraz częściej się
uśmiecham, gdy tylko o nim pomyślę, nie wspominając już o uśmiechu, który
pojawia się gdy przebywam w jego towarzystwie.
Patrzyliśmy tak na siebie, trwając w milczeniu.
W pewnym momencie zauważyłem, że pieką mnie policzki.
Cholera, chyba zacząłem się rumienić.
-Itachi - odezwał się, patrząc w bok.
-Tak?
-Miałeś mnie o coś zapytać- przypomniał mi, uroczo się
uśmiechając.
-No tak.. A więc.. Dei o czym.. O czym chciałeś ze mną
wczoraj porozmawiać?
-y co?
-Miałeś mi wczoraj o czymś powiedzieć, prawda ?
-Amm.. No tak ale.. Znaczy się.. Ten tego.. Ja.. Eh.. Nie
wiem jak mam ci to powiedzieć- zaczął bardzo niepewnie.
-Tak prosto z mostu.
-Prosto z mostu?- spytał dla upewnienia.
-No.
-Ale.. Ale ja..
-Ale co ty?- spytałem, nie do końca wiedząc co ma na myśli.
-Ja..Ja chyba nie potrafię-wyszeptał, odwracając wzrok.
-Dlaczego?
-Nie wiem..- odpowiedział, jakby bezradnie.
-No ale nie wiesz, czy nie chcesz wiedzieć?- spytałem,
trochę bardziej poważniej.
Nie dopuszczałem do siebie wiadomości, że nie dowiem się o
co mu chodziło.
-Nie wiem!- krzyknął z pretensją w głosie, jakby miał do
mnie żal o to, że mu nie wierzę.
-Ale proszę, powiedź. O czym chciałeś ze mną porozmawiać?- poprosiłem i położyłem rękę
na jego policzku.
-Itachi ja naprawdę
już od dłuższego czasu chcę ci o tym powiedzieć. Właściwie to już od samego początku ale..
-Ale co?- przerwałem mu.
-Ale po prostu nie potrafię !
-No ale obiecałeś mi, że gdy ja odpowiem na twoje pytanie,
to ty odpowiesz na moje!
-No ale ja..
-Dobra nie ważne. Nie chcesz to nie- stwierdziłem, że nie
będę naciskał.
Zabrałem rękę z jego twarzy i wstałem z łóżka.
Skierowałem się w kierunku wyjścia i już miałem chwytać za
klamkę gdy ktoś złapał mnie za rękę.
-Itachi proszę cię, zostań.
-Jeśli nie chcesz to nie mów, nie będę cię zmuszał-
odwróciłem się w jego stronę i zobaczyłem smutną twarz blondyna.
-Ale to nie tak, że nie chcę po prostu.. Po prostu to dla
mnie ważne i nie chcę tego spieprzyć.
-Rozumiem. Ale wiesz.. Jeśli nie spróbujesz to nigdy niczego
w życiu nie osiągniesz.
-Tak wiem..
-No więc powiesz mi o czym to chciałeś ze mną wczoraj porozmawiać?
-Dobrze- zgodził się i spuścił wzrok. Czekałem cierpliwie,
aż w końcu się odezwie.
-Itachi ja… - przerwał na chwilę i mnie pocałował.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić.
Choć pewnie i tak nic bym nie zrobił ponieważ byłem
kompletnie sparaliżowany.
On.. On.. On naprawdę mnie pocałował ! Cholera jasna, co ja
mam teraz zrobić ?
Gdy tylko skończył mnie całować, dokończył zdanie.
-… kocham cię- gdy to usłyszałem moje ciało przeszły przyjemne
dreszcze. Otworzyłem szerzej oczy, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
Kompletnie nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
Powoli zaczęło do mnie docierać to co przed chwilą
powiedział.
On.. On przed chwilą wyznał mi miłość, a ja.. a ja nie
potrafiłem wydać z siebie ani jednego słowa.
Choć tak właściwie nie miałem już chyba nic do dodania.
-Itachi proszę powiedź coś..- wyszeptał, a do jego oczu
napłynęły łzy.
-Ja.. Ja..- kompletnie nie wiedziałem jak mam mu powiedzieć
to co aktualnie czuje. No ale chyba nie dało się określić tego słowami. Nie, na
pewno się nie dało. Więc... Więc zrobiłem to co on przed chwilą.
Pocałowałem go.
Teraz to jego zamurowało, ale tylko przez pierwsze sekundy.
Nie minęła nawet minuta zanim oddał mi pocałunek. Odruchowo wsunąłem język do
jego ust, a on zawiesił mi ręce na szyi.
Gdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, popchnąłem
go na łóżko. Delikatnie opadł na pościel, a ja zawisłem nad nim.
Po chwili zacząłem go dotykać , a on rozszerzył nogi,
pozwalając mi wejść w środek.
Naglę zaczął seksownie mruczeć, co jeszcze bardziej mnie
podniecało. Językiem pieściłem jego
podniebienie, a on cichutko pojękiwał. Już miałem wsunąć rękę pod jego koszulkę,
lecz chyba nie było mi to dane ponieważ ktoś nam przerwał i…
-No hejcia- … do
pokoju wszedł Pein.
-Cholera jasna!-
wybuchłem. Czy oni wszyscy zawsze muszą nam przeszkadzać ?! Jak nie Pein, to
Sasori, jak nie Sasori, to Tobi, jak nie Tobi, to Konan! No czy oni się wszyscy na mnie uwzięli czy co?!
-Ulalaaaa- odezwał się Pein, widząc nas w dość intymnej sytuacji.
-Ja cię kiedyś zabije debilu!!- krzyknąłem do Peina ,
odsuwając się od Deidary. On też wrócił do siadu, podpierając się na łokciach.
Usiadłem obok niego i popatrzyłem na
przyjaciela z chęcią mordu.
A mogło być tak pięknie! Po coś ty tu kuźwa przylazł Pein?!
-No to ja mam rozumieć, że wy coś ten tego tak?- zapytał, z
mega uśmiechem na tej swojej krzywej mordzie.
-To już nie twoja sprawa- warknąłem, lekko z irytowany tym,
że przerwał nam w takiej sytuacji.
-Oj jak to nie moja ?- spytał zdziwiony- Przecież jestem
twoim najlepszym przyjacielem!
-Czasami się zastanawiam dlaczego- dogryzłem mu, może i w
trochę chamski sposób no ale
miałem swoje powody. W tej chwili byłem na niego na maksa zły.
-No wiesz co?! Jak możesz tak w ogóle mówić ?- dobra, może i Pein był moim najlepszym kumplem, ale
czasami naprawdę zachowywał się jak dziecko.
-No dobra, mniejsza o to. Mógłbyś teraz łaskawie opuścić mój
pokój?- zapytałem z lekką ironią w głosie.
-No ale dlaczego?
-A nie widzisz, że jesteśmy trochę zajęci?- zapytałem.
-Że sobą tak ?- zapytał, głupio się uśmiechając.
-Nie, że twoim kotem- odpowiedziałem sarkastycznie, całkiem
załamany tym jego pytaniem.
-Aaaa.. Chyba, że tak… Ej czekaj !! Ja nie mam kota!
-Bożeeee co za idiota- skomentowałem zachowanie rudowłosego,
na co Dei wybuchnął śmiechem.
-Ej uważaj na słowa! I ja to niby jestem idiotą?
-A widzisz tu kogoś innego?
-Ja jestem idiotą tak?! No to chyba ty prędzej !
-Ja ?
-Tak, ty!
-A to niby dlaczego?
-Ponieważ byłeś już u mnie setki razy, a nie zauważyłeś że
nie mam kota !!
-Ludzie, trzymajcie mnie!- Deidara z każdym kolejnym słowem
śmiał się coraz głośniej.
-I kto tu jest idiotą co?
-Nadal ty Pein- powiedział Dei, nadal się śmiejąc.
-Ale ja przecież nie mam kota noooo!
-Ale to był sarkazm idioto!- krzyknąłem już nie wytrzymując.
-Że co ? Że co? Jaki sarkazm ? Ile ma lat? Gdzie mieszka?
Dawaj namiary, a zaraz mu wytłumaczę , że ja nie mam kurwa kota!- po tych
słowach już nie wytrzymaliśmy. Razem z Deidarą zaczęliśmy się śmiać w
niebogłosy.
-No ale cooo ? O co wam chodzi?- zapytał.
Dopiero po dłuższej chwili przestaliśmy się śmiać.
-Pein, proszę cię idź już sobie..- poprosiłem, jeszcze cicho się śmiejąc.
-No ale mi się nuuudziiii- przeciągnął ostatni wyraz.
-No to idź sobie do Hidana- zaproponowałem.
-Czemu akurat do niego ?- zapytał.
-A tak o..
-A co ja mam z nim w ogóle robić?
-A co ja wróżka jestem?- Pein chciał coś powiedzieć ale mu
przerwałem- To też jest sarkazm jakby coś!
-No dobra, dobra..
-No to idź już sobie.. Pobawicie się z Hidanem czy coś-
chciałem go jak najszybciej spławić.
-Pobawimy? A co mam
rozumieć przez słowo pobawimy? -spytał.
-Jak chcesz to możesz go nawet przelecieć..- po tych słowach
Deidara znów zaczął się głośno śmiać.
Pein spojrzał na mnie lekko zdziwiony, a ja postanowiłem
dokończyć zdanie, zanim znów zacząłby się
pytać o coś głupiego - Nie no, żartowałem! On prędzej ciebie niż ty
jego.
-Co proszę?!!!!- Deidara
po prostu zalewał się ze śmiechu.
-No to co słyszałeś- chciałem go trochę sprowokować, by jak
najszybciej móc wrócić do Deia.
-A o ile wchodzisz, że to ja byłbym górą?- zapytał
prowokacyjnie Pein.
-O stówę- no dobra trochę wysoka cena, jak za coś takiego no
ale w tej chwili liczył się dla mnie tylko ten cudowny aniołek, który siedział
właśnie tuż obok mnie.
-No dobra! Deidara przetnij!- krzyknął Pein, podając mi
rękę.
-No coś ty! Chcecie się zakładać o coś takiego ? Przecież
Hidan też ma uczucia!- skarcił nas Dei.
-A no tak.. przepraszamy.. - powiedzieliśmy jednocześnie po
czym spojrzeliśmy na siebie.
-Ahahahahhahahahahah- po chwili wybuchliśmy śmiechem razem z
Peinem.
-Taaa Hidan i uczucia dooobreee, doobeee- zażartował Pein.
-Oj jesteście okropni- upomniał nas Dei, a po chwili sam
zaczął się śmiać.
Przeciął zakład, po czym Pein wyleciał z mojego pokoju.
Jeeeest! Nareszcie sami.
Spojrzałem na blondyna, a on uroczo się do mnie uśmiechnął.
-Deeeei… - przybliżyłem się do niego i delikatnie
pocałowałem, przewracając się wraz z nim na łóżko.
Znów zaczęliśmy się całować lecz tym razem znacznie
spokojniej. Było wręcz cudownie i chyba całowalibyśmy się tak przez resztę dnia
gdyby nie to co usłyszeliśmy za ścianą :
-Hiiiiiidaaaaaan…
-Czego chcesz Pein?- spytał nie za bardzo zainteresowany
rozmową Hidan.
-A mogę cię przelecieć?- po tych słowach oderwaliśmy się od
siebie i zaczęliśmy się głośno śmiać.
Normalnie nie wierzyłem w to co przed chwilę usłyszałem.
-Co proszę?!!!!- krzyknął zdenerwowanym głosem, zza ściany
Hidan.
-No ale tylko jedną noc.. Dam ci potem stówę. Nie no może
nie stówę bo muszę mieć jakieś zyski z tego zakładu, to może za pięćdziesiąt co
?
-Słucham?!!!!!!!- wydarł się na całe gardło Hidan, a ja z
Deidarą zachodziliśmy się ze śmiechu.
-No to może za sześćdziesiąt?- boże, Pein naprawdę tak prosto z mostu proponował mu
publicznie sex za sześćdziesiąt złotych.
Nie mogłem w to uwierzyć. On jest nie do wyjebania…
-Pein ty naprawdę myślisz, że ja się z tobą prześpię za
pięćdziesiąt złotych?
-Nie za pięćdziesiąt tylko za sześćdziesiąt- poprawił go mój
przyjaciel.
-To się kurwa grubo mylisz ! Wypierdalaj mi z tond!-
krzyknął Hidan i wyrzucił Peina z pokoju, trzaskając za nim drzwiami.
Śmialiśmy się do rozpuku aż wreszcie do mojego pokoju z powrotem
wpadł Pein.
Rzucił mi na łóżko sto złotych i tylko, krótko podsumował
sytuację.
-Więcej się z tobą nie zakładam- burknął i wyszedł z pokoju.
-Hahahaha! On zawsze tak mówi- zwróciłem się do Deidary na
co on tylko słodko się uśmiechnął i dał mi buziaka w policzek.
-Hmm.. A za co to?- zapytałem, zmysłowym głosem.
-Za wszystko.
-Ahaaaa...- wyszeptałem i powoli się do niego przysunąłem. Cmoknąłem
go w usta i przewróciłem się wraz z nim na łóżko. Zaczął się śmiać, a ja
delikatnie pogłaskałem go po główce, patrząc na niego z góry. Leżeliśmy tak
obok siebie aż w końcu się odezwał.
-Itachi…
-Tak?- zapytałem, bawiąc się kosmykami jego włosów.
-Mam rozumieć, że my jesteśmy
teraz razem?
-A chcesz być ze mną?- odpowiedziałem mu pytaniem na
pytanie.
-Pewnie!- odpowiedział z entuzjazmem i rzucił mi się na
szyję.
-Spokojnie, nie ucieknę
ci- zażartowałem, jednocześnie obejmując go w tali.
-Ty nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham- wyszeptał
ponownie, mocniej wtulając się w mój tors.
Po tych słowach zrobiło mi się jakoś gorąco w środku. Nadal
nie mogłem uwierzyć, że ten prześliczny aniołek
jest teraz mój.
Jeśli to sen to mnie nie budźcie. Chcę trwać w nim jak
najdłużej, nie chcę się budzić.
Chcę być teraz tylko z nim. Tylko z tym prześlicznym
aniołkiem, dla którego moje serce zabiło mocniej.
Yaay <3. Kocham Cię ! xDD. Boskie. Romantyczne. Słodkie i Zabawne..Dzięki Ci za mego Paina <3. .Na naaa.co za urocza miłość <3
OdpowiedzUsuń