niedziela, 23 grudnia 2012

9.Zwykłe kocham, a tak dużo zmienia.



9.Zwykłe kocham, a tak dużo zmienia.

Itachi:

Siedziałem przy nim, wspominając wczorajszy wieczór. Pogrążony w myślach, wpatrywałem się w spokojną, pogrążoną we śnie twarz Deidary. Wyglądał teraz tak niewinnie…
Boże! Jak ja mogłem w ogóle pomyśleć, że ktoś taki jak on ma romans z Konan?!
Głupek! Głupek! Głupek! 
I pomyśleć, że dopiero po szczerej rozmowie z dziewczyną zacząłem na nowo racjonalnie myśleć. Konan jednak nie powiedziała mi o czym chciał porozmawiać ze mną Dei i  co było przyczyną ich rozmowy. No i przede wszystkim  nie chciała powiedzieć  mi w czym to tak niby ,,pomogła” Deidarze.  Cholernie mnie to denerwowało więc idąc za radą dziewczyny postanowiłem sam go o to zapytać.
No iii… No i chciałem go przeprosić za to co się wczoraj wydarzyło. Zachowałem się naprawdę nie porządku wobec niego . A tym bardziej dlatego , że nie miałem racji.
Siedziałem tak obok niego, nie wykonując choćby najmniejszego ruchu, dopóki Dei  nie zaczął się pomału budzić. Najpierw przetarł dłońmi oczy, a później delikatnie je otworzył.
Gdy mnie tylko zobaczył, dało się dostrzec, że na jego twarzy malowało się wielkie zdziwienie.
-G- gdzie ja  jestem ?- spytał nieśmiało.
-Spokojnie.  Jak na razie jesteś u mnie, ale jeśli będziesz chciał to za raz zaniosę cię do twojego pokoju.
-Nie, nie!- krzyknął- Yyy..Znaczyyy.. Jeśli mógłbym, to wolałbym zastać u ciebie- dokończył znacznie spokojniej- No chyba, że mam się wynosić to tylko powiedź, a..
-Nie o to mi chodziło! Źle mnie zrozumiałeś.. - przerwałem mu- Jeśli chcesz, to możesz tu zostać ile tylko będziesz chciał.
-Dziękuję - nagle odwrócił wzrok, a na jego policzki wpłynął słodki rumieniec.
-Eee.. A tak w ogóle to co się wczoraj stało ?- spytał po chwili.
-Byliśmy wczoraj na dyskotece,  pamiętasz?
-Yhmm – przytaknął, kiwając delikatnie główką.
-No więc w trakcie tej wczorajszej dyskoteki zemdlałeś. No ale spokojnie. Był już u ciebie lekarz i powiedział, że wszystko w porządku. Stwierdził taż, że tak to jest jak się przez cały dzień nic nie je, a później zabiera za balowanie- zaśmiałem się, a on poczerwieniał jeszcze bardziej.
-A, że nie miałem serca zostawiać cię tam w takim stanie to postanowiłem zanieść cię do hotelu. Nie miałem kluczy do twojego pokoju, więc  zaniosłem cię do mojego.
-Dziękuję, naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć.
-Aj przestań.. To drobiazg- uśmiechnąłem się do niego lekko, a on po chwili delikatnie pocałował mnie w policzek.
-Mam rozumieć, że to w ramach podziękowań?
-Yhmm..
-No to możesz dziękować mi tak częściej- zażartowałem, a po chwili zacząłem się śmiać. On także wybuchł śmiechem.
-Itachi?- odezwał się dopiero po chwili.
-Tak?
-Mogę cię o coś zapytać?
-Dobrze ale pod warunkiem, że później ty też odpowiesz mi szczerze na jedno pytanie, okej?
-Eee.. No dobrze..
-Świetnie. No więc słucham?
-Ammm.. Jaaa… ja od razu bardzo przepraszam za to pytanie ale.. ale nie potrafię się powstrzymać- zaczął trochę niepewnie.
 Dało się zauważyć, że to o co chciał zapytać było dla niego bardzo trudne ponieważ w tym momencie nagle posmutniał.
-Itachi czy ty…  Czy ty przespałeś się wczoraj z tą dziewczyną?
-Słucham?
-Ja przepraszam ale… Ale proszę powiedź mi. To dla mnie bardzo ważne..
-No ale jakie to ma znaczenie?
-Proszę.
-Nie, nie przespałem się z nią.
-Serio?!
-No tak, ale… Ale nie do końca rozumiem. I to niby ma być to pytanie  za co tak przepraszałeś?- spytałem zdumiony.
-Yyy.. No tak- przytaknął lekko zmieszany- No.. No a ty o co chciałeś zapytać?-  Dei najwyraźniej chciał szybko zmienić temat.
-Ja? A no tak! Ale za nim zacznę, to chce ci coś jeszcze powiedzieć.
-Co takiego ?
-Chcę.. Chcę cie przeprosić- z trudem to z siebie wydusiłem.
-Słucham?!  Chcesz mnie przeprosić?  Ty?!  A niby za co?- pytał z niedowierzeniem.
-Za wszystko…  A w szczególności za wczoraj. Zachowałem się jak ostatni dupek. Przepraszam- w tamtej chwili blondyn patrzył na mnie jak na idiotę. Uważał chyba, że żartuję, ale nie żartowałem.
-Ja… Ja nie wiem co mam powiedzieć- wyszeptał półgłosem.
-Nic nie musisz mówić. Za to ja ci coś powiem- po tych słowach Dei spojrzał mi prosto w oczy. Chyba pierwszy raz tego dnia.
-Nie wiem czy wiesz ale.. Ale gdyby nie ty.. Gdybyś mnie wczoraj nie powstrzymał to.. To popełniłbym największy błąd w swoim życiu idąc z tamtą dziewczyną- na te słowa po ciele blondyna przeszły zimne dreszcze. Delikatnie się wzdrygnął  i popatrzył na mnie z jeszcze większym zdumieniem.
Nie musiałem długo czekać, aż blondyn powoli się do mnie przysunął i wtulił w mój tors.
Nie powiem, na początku mnie trochę zamurowało i nie potrafiłem wydać z siebie ani jednego słowa, ale już po chwili sam go objąłem.
-Przepraszam… - wyszeptał po dłuższym upływie czasu, delikatnie się ode mnie odsuwając. Zaraz potem usiadł obok mnie po turecku.
-Nic nie szkodzi- powiedziałem, a on lekko się do mnie uśmiechnął, chowając grzywkę za uchem.
-A właśnie ! Teraz ty  miałeś mnie o coś zapytać, czyż nie?
-A no tak!- zupełnie o tym zapomniałem.
-No więc?- zapytał , a ja się do niego złośliwie uśmiechnąłem. No więc jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to.. To proszę bardzo. Naglę popchnąłem go na plecy, a sam położyłem się na brzuchu, obok niego.
-No więc chciałem zapytać o… - przerwałem na chwilę, widząc jak bardzo się czerwieni.
Nasze usta dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Lewą ręką podpierałem głowę, a prawą niemalże dotykałem jego policzka, który był już koloru dojrzałych wiśni. Oddech blondyna naglę przyśpieszył, a ja zacząłem się cicho śmiać.
To było takie zabawne. Można było powiedzieć, że rozśmieszało mnie to, że doprowadzam go do takiego stanu.
-Wszystko w porządku?- zapytałem, niby z troską.
-Yyy.. T-tak.. Znaczy tak!
-Na pewno?- zapytałem, śmiejąc się niczym małe dziecko.
-No co!?- zacząłem śmiać się jeszcze bardziej.
-Ej no co?! Z czego się śmiejesz?!- tak naprawdę to już nawet nie wiedziałem.
-Itachi no!!- krzyknął, a po chwili sam zaczął się śmiać. Popchnął mnie na plecy, a sam położył się na mnie, nadal się śmiejąc. Nie minęło nawet pięć sekund, a to ja zepchnąłem go z siebie i sam położyłem się na nim. I tak zaczęliśmy się przewracać i turlać po całym łóżku, śmiejąc w niebogłosy, aż w końcu to ja wygrałem, a on wylądował pode mną.
Boże! Ja nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak zachowywałem. Od śmierci rodziców przestałem się wygłupiać i zamknąłem się w sobie. Oceny poleciały w dół, zacząłem wagarować, a uśmiech na mojej twarzy pojawiał się bardzo rzadko. Od  tamtej pory starałem się być obojętny na wszystko by czasem się przy kimś nie rozkleić. Ale przy nim… Ale przy nim jest inaczej.
 Coraz częściej się uśmiecham, gdy tylko o nim pomyślę, nie wspominając już o uśmiechu, który pojawia się gdy przebywam w jego towarzystwie.
Patrzyliśmy tak na siebie, trwając w milczeniu.
W pewnym momencie zauważyłem, że pieką mnie policzki.
Cholera, chyba zacząłem się rumienić.
-Itachi - odezwał się, patrząc w bok.
-Tak?
-Miałeś mnie o coś zapytać- przypomniał mi, uroczo się uśmiechając.
-No tak.. A więc.. Dei o czym.. O czym chciałeś ze mną wczoraj porozmawiać?
-y co?
-Miałeś mi wczoraj o czymś powiedzieć, prawda ?
-Amm.. No tak ale.. Znaczy się.. Ten tego.. Ja.. Eh.. Nie wiem jak mam ci to powiedzieć- zaczął bardzo niepewnie.
-Tak prosto z mostu.
-Prosto z mostu?- spytał dla upewnienia.
-No.
-Ale.. Ale ja..
-Ale co ty?- spytałem, nie do końca wiedząc co ma na myśli.
-Ja..Ja chyba nie potrafię-wyszeptał, odwracając wzrok.
-Dlaczego?
-Nie wiem..- odpowiedział, jakby bezradnie.
-No ale nie wiesz, czy nie chcesz wiedzieć?- spytałem, trochę bardziej poważniej.
Nie dopuszczałem do siebie wiadomości, że nie dowiem się o co mu chodziło.
-Nie wiem!- krzyknął z pretensją w głosie, jakby miał do mnie żal o to, że mu nie wierzę.
-Ale proszę, powiedź. O czym chciałeś ze  mną porozmawiać?- poprosiłem i położyłem rękę na jego policzku.
-Itachi  ja naprawdę już od dłuższego czasu chcę ci o tym powiedzieć. Właściwie  to już od samego początku ale..
-Ale co?- przerwałem mu.
-Ale po prostu nie potrafię !
-No ale obiecałeś mi, że gdy ja odpowiem na twoje pytanie, to ty odpowiesz na moje!
-No ale ja..
-Dobra nie ważne. Nie chcesz to nie- stwierdziłem, że nie będę naciskał.
Zabrałem rękę z jego twarzy i wstałem z łóżka.
Skierowałem się w kierunku wyjścia i już miałem chwytać za klamkę gdy ktoś złapał mnie za rękę.
-Itachi proszę cię, zostań.
-Jeśli nie chcesz to nie mów, nie będę cię zmuszał- odwróciłem się w jego stronę i zobaczyłem smutną twarz blondyna.
-Ale to nie tak, że nie chcę po prostu.. Po prostu to dla mnie ważne i nie chcę tego spieprzyć.
-Rozumiem. Ale wiesz.. Jeśli nie spróbujesz to nigdy niczego w życiu nie osiągniesz.
-Tak wiem..
-No więc powiesz mi o czym to chciałeś ze mną wczoraj  porozmawiać?
-Dobrze- zgodził się i spuścił wzrok. Czekałem cierpliwie, aż w końcu się odezwie.
-Itachi ja… - przerwał na chwilę i mnie pocałował. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić.
Choć pewnie i tak nic bym nie zrobił ponieważ byłem kompletnie sparaliżowany.
On.. On.. On naprawdę mnie pocałował ! Cholera jasna, co ja mam teraz zrobić ?
Gdy tylko skończył mnie całować, dokończył zdanie.
-… kocham cię- gdy to usłyszałem moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Otworzyłem szerzej oczy, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Kompletnie nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
Powoli zaczęło do mnie docierać to co przed chwilą powiedział.
On.. On przed chwilą wyznał mi miłość, a ja.. a ja nie potrafiłem wydać z siebie ani jednego słowa.
Choć tak właściwie nie miałem już chyba nic do dodania.
-Itachi proszę powiedź coś..- wyszeptał, a do jego oczu napłynęły łzy.
-Ja.. Ja..- kompletnie nie wiedziałem jak mam mu powiedzieć to co aktualnie czuje. No ale chyba nie dało się określić tego słowami. Nie, na pewno się nie dało. Więc... Więc zrobiłem to co on przed chwilą.
Pocałowałem go.
Teraz to jego zamurowało, ale tylko przez pierwsze sekundy. Nie minęła nawet minuta zanim oddał mi pocałunek. Odruchowo wsunąłem język do jego ust, a on zawiesił mi ręce na szyi.
Gdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, popchnąłem go na łóżko. Delikatnie opadł na pościel, a ja zawisłem nad nim.
Po chwili zacząłem go dotykać , a on rozszerzył nogi, pozwalając mi wejść w środek.
Naglę zaczął seksownie mruczeć, co jeszcze bardziej mnie podniecało.  Językiem pieściłem jego podniebienie, a on cichutko pojękiwał. Już miałem wsunąć rękę pod jego koszulkę, lecz chyba nie było mi to dane ponieważ ktoś nam przerwał i…
-No hejcia- …  do pokoju wszedł Pein.
-Cholera  jasna!- wybuchłem. Czy oni wszyscy zawsze muszą nam przeszkadzać ?! Jak nie Pein, to Sasori, jak nie Sasori, to Tobi, jak nie Tobi, to Konan!  No czy oni się  wszyscy na mnie uwzięli czy co?! 
-Ulalaaaa- odezwał się Pein, widząc nas w dość intymnej sytuacji.
-Ja cię kiedyś zabije debilu!!- krzyknąłem do Peina , odsuwając się od Deidary. On też wrócił do siadu, podpierając się na łokciach. Usiadłem obok niego  i popatrzyłem na przyjaciela z chęcią mordu.
A mogło być tak pięknie! Po coś ty tu kuźwa przylazł Pein?! 
-No to ja mam rozumieć, że wy coś ten tego tak?- zapytał, z mega uśmiechem na tej swojej krzywej mordzie.
-To już nie twoja sprawa- warknąłem, lekko z irytowany tym, że przerwał nam w takiej sytuacji.
-Oj jak to nie moja ?- spytał zdziwiony- Przecież jestem twoim najlepszym przyjacielem!
-Czasami się zastanawiam dlaczego- dogryzłem mu, może i  w  trochę chamski  sposób no ale miałem swoje powody. W tej chwili byłem na niego na maksa  zły.
-No wiesz co?! Jak możesz tak w ogóle mówić ?- dobra,  może i Pein był moim najlepszym kumplem, ale czasami naprawdę zachowywał się jak dziecko.
-No dobra, mniejsza o to. Mógłbyś teraz łaskawie opuścić mój pokój?- zapytałem z lekką ironią w głosie.
-No ale dlaczego?
-A nie widzisz, że jesteśmy trochę zajęci?- zapytałem.
-Że sobą tak ?- zapytał, głupio się uśmiechając.
-Nie, że twoim kotem- odpowiedziałem sarkastycznie, całkiem załamany tym jego pytaniem.
-Aaaa.. Chyba, że tak… Ej czekaj !!  Ja nie mam kota!
-Bożeeee co za idiota- skomentowałem zachowanie rudowłosego, na co Dei wybuchnął śmiechem.
-Ej uważaj na słowa! I ja to niby jestem idiotą?
-A widzisz tu kogoś innego?
-Ja jestem idiotą tak?! No to chyba ty prędzej !
-Ja ?
-Tak, ty!
-A to niby dlaczego?
-Ponieważ byłeś już u mnie setki razy, a nie zauważyłeś że nie mam kota !!
-Ludzie, trzymajcie mnie!- Deidara z każdym kolejnym słowem śmiał się coraz głośniej.
-I kto tu jest idiotą co?
-Nadal ty Pein- powiedział Dei, nadal się śmiejąc.
-Ale ja przecież nie mam kota noooo!
-Ale to był sarkazm idioto!- krzyknąłem już nie wytrzymując.
-Że co ? Że co? Jaki sarkazm ? Ile ma lat? Gdzie mieszka? Dawaj namiary, a zaraz mu wytłumaczę , że ja nie mam kurwa kota!- po tych słowach już nie wytrzymaliśmy. Razem z Deidarą zaczęliśmy się śmiać w niebogłosy.
-No ale cooo ? O co wam chodzi?- zapytał.
Dopiero po dłuższej chwili przestaliśmy się śmiać.
-Pein, proszę cię idź już sobie..- poprosiłem, jeszcze  cicho się śmiejąc.
-No ale mi się nuuudziiii- przeciągnął ostatni wyraz.
-No to idź sobie do Hidana- zaproponowałem.
-Czemu akurat do niego ?- zapytał.
-A tak o..
-A co ja mam z nim w ogóle robić?
-A co ja wróżka jestem?- Pein chciał coś powiedzieć ale mu przerwałem- To też jest sarkazm jakby coś!
-No dobra, dobra..
-No to idź już sobie.. Pobawicie się z Hidanem czy coś- chciałem go jak najszybciej spławić.
 -Pobawimy? A co mam rozumieć przez słowo pobawimy? -spytał.
-Jak chcesz to możesz go nawet przelecieć..- po tych słowach Deidara znów zaczął się głośno śmiać.
Pein spojrzał na mnie lekko zdziwiony, a ja postanowiłem dokończyć zdanie, zanim znów zacząłby się  pytać o coś głupiego - Nie no, żartowałem! On prędzej ciebie niż ty jego.
-Co proszę?!!!!-  Deidara po prostu zalewał się ze śmiechu.
-No to co słyszałeś- chciałem go trochę sprowokować, by jak najszybciej móc wrócić do Deia.
-A o ile wchodzisz, że to ja byłbym górą?- zapytał prowokacyjnie Pein.
-O stówę- no dobra trochę wysoka cena, jak za coś takiego no ale w tej chwili liczył się dla mnie tylko ten cudowny aniołek, który siedział właśnie tuż obok mnie.
-No dobra! Deidara przetnij!- krzyknął Pein, podając mi rękę.
-No coś ty! Chcecie się zakładać o coś takiego ? Przecież Hidan też ma uczucia!- skarcił nas Dei.
-A no tak.. przepraszamy.. - powiedzieliśmy jednocześnie po czym spojrzeliśmy na siebie.
-Ahahahahhahahahahah- po chwili wybuchliśmy śmiechem razem z Peinem.
-Taaa Hidan i uczucia dooobreee, doobeee- zażartował Pein.
-Oj jesteście okropni- upomniał nas Dei, a po chwili sam zaczął się śmiać.
Przeciął zakład, po czym Pein wyleciał z mojego pokoju. Jeeeest! Nareszcie sami.
Spojrzałem na blondyna, a on uroczo się do mnie uśmiechnął.
-Deeeei… - przybliżyłem się do niego i delikatnie pocałowałem, przewracając się wraz z nim na łóżko.
Znów zaczęliśmy się całować lecz tym razem znacznie spokojniej. Było wręcz cudownie i chyba całowalibyśmy się tak przez resztę dnia gdyby nie to co usłyszeliśmy za ścianą :
-Hiiiiiidaaaaaan…
-Czego chcesz Pein?- spytał nie za bardzo zainteresowany rozmową Hidan.
-A mogę cię przelecieć?- po tych słowach oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się głośno śmiać.
Normalnie nie wierzyłem w to co przed chwilę usłyszałem.
-Co proszę?!!!!- krzyknął zdenerwowanym głosem, zza ściany Hidan.
-No ale tylko jedną noc.. Dam ci potem stówę. Nie no może nie stówę bo muszę mieć jakieś zyski z tego zakładu, to może za pięćdziesiąt co ?
-Słucham?!!!!!!!- wydarł się na całe gardło Hidan, a ja z Deidarą zachodziliśmy się ze śmiechu.
-No to może za sześćdziesiąt?- boże, Pein  naprawdę tak prosto z mostu proponował mu publicznie sex za sześćdziesiąt  złotych. Nie mogłem w to uwierzyć. On jest nie do wyjebania…
-Pein ty naprawdę myślisz, że ja się z tobą prześpię za pięćdziesiąt złotych?
-Nie za pięćdziesiąt tylko za sześćdziesiąt- poprawił go mój przyjaciel.
-To się kurwa grubo mylisz ! Wypierdalaj mi z tond!- krzyknął Hidan i wyrzucił Peina z pokoju, trzaskając za nim drzwiami.
Śmialiśmy się do rozpuku aż wreszcie do mojego pokoju z  powrotem  wpadł Pein.
Rzucił mi na łóżko sto złotych i tylko, krótko podsumował sytuację.
-Więcej się z tobą nie zakładam- burknął i wyszedł z pokoju.
-Hahahaha! On zawsze tak mówi- zwróciłem się do Deidary na co on tylko słodko się uśmiechnął i dał mi buziaka  w policzek.
-Hmm.. A za co to?- zapytałem, zmysłowym głosem.
-Za wszystko.
-Ahaaaa...- wyszeptałem i powoli się do niego przysunąłem. Cmoknąłem go w usta i przewróciłem się wraz z nim na łóżko. Zaczął się śmiać, a ja delikatnie pogłaskałem go po główce, patrząc na niego z góry. Leżeliśmy tak obok siebie aż w końcu się odezwał.
-Itachi…
-Tak?- zapytałem, bawiąc się kosmykami jego włosów.
-Mam rozumieć, że my  jesteśmy teraz razem?
-A chcesz być ze mną?- odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie.
-Pewnie!- odpowiedział z entuzjazmem i rzucił mi się na szyję.
-Spokojnie, nie  ucieknę ci- zażartowałem, jednocześnie obejmując go w tali.
-Ty nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham- wyszeptał ponownie, mocniej wtulając się w mój tors.
Po tych słowach zrobiło mi się jakoś gorąco w środku. Nadal nie mogłem uwierzyć, że ten prześliczny aniołek  jest teraz mój.
Jeśli to sen to mnie nie budźcie. Chcę trwać w nim jak najdłużej, nie chcę się budzić.
Chcę być teraz tylko z nim. Tylko z tym prześlicznym aniołkiem, dla którego moje serce zabiło mocniej.

1 komentarz:

  1. Yaay <3. Kocham Cię ! xDD. Boskie. Romantyczne. Słodkie i Zabawne..Dzięki Ci za mego Paina <3. .Na naaa.co za urocza miłość <3

    OdpowiedzUsuń