wtorek, 25 grudnia 2012

10.Niespodziewany szok, który zmienił wszystko.



No cześć wszystkim :D Na samym początku chciałam życzyć Wam wesołych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, udanego, szampańskiego Sylwestra i perze de wszystkim spełnienia marzeń ;*
Macie tu taki mały prezent świąteczny :D Szkoda tylko, że notka wakacyjna zamiast gwiazdkowej no ale trudno : ( Postaram się napisać następną jak najszybciej ; )Pozdrawiam i jeszcze raz życzę Wesołych Świąt ! ;*

10.Niespodziewany szok, który zmienił wszystko.

Deidara;

Wczorajszy dzień był jednym z takich dni, których nie zapomnę do końca życia.
Nie dość, że wreszcie odważyłem się powiedzieć Itachiemu to co do niego czuję to jeszcze dowiedziałem się, że ja też nie jestem mu zupełnie obojętny. No a teraz leżę z nim w jego łóżku, wtulony w jego tors. Tak z nim i tak w jego łóżku. Nie, do niczego nie doszło nie martwcie się…
Ha, ha ! Wiem, że byście chciały, wiem!
Boże, co za zboczone dziewczynki to czytają , ja nie mogę..  (XD)
No ale do rzeczy..
Obudziłem się dość wcześnie. Itachi jeszcze spał, a ja nie miałem serca go budzić więc przez dłuższą chwilę patrzyłem na niego w ciszy. Po pewnym czasie mój ukochany zaczął się przebudzać. Powoli otworzył swe piękne, czarne oczy i obdarzył mnie czułym spojrzeniem.
-Hej- wyszeptał.
-No cześć  kochanie-przywitałem się, delikatnie całując go w policzek. Chyba mu się to spodobało ponieważ uśmiechnął się i objął mnie mocniej w tali.
-I jak ci się spało ?-zapytał, spoglądając mi w oczy.
-Cudownie!- odpowiedziałem z entuzjazmem i po chwili zapytałem ;
-A tobie ?
-E tak sobie..
-Co proszę?!!!- krzyknąłem, odruchowo podnosząc głowę z jego torsu.
-Hahaha żartowałem przecież.
-Pff.. No ja myślę..- odwróciłem wzrok i zrobiłem naburmuszoną minę.
-Oj nie gniewaj się kotku, złość piękności szkodzi- znów zażartował, szeroko się uśmiechając.
-Haha , jesteś okropny wiesz?
-Wiem, ale tym samym tylko i wyłącznie twój- po tych słowach aż zrobiło mi się gorąco w środku. Miałem ochotę go pocałować. Nie zastanawiając się zbyt długo przysunąłem się bliżej  niego i musnąłem delikatnie jego usta. Objąłem jego twarz obiema rękami , a on bez wahania oddał mi pocałunek. Jego ręce powędrowały niżej, zatrzymując się na moim tyłku. Zacząłem cicho pojękiwać gdy jego dłonie zacisnęły się na moich pośladkach. Cholernie mi się to podobało dlatego pogłębiłem pocałunek. Itachi wsunął język do mich ust i zaczął pieścić nim moje podniebienie.
-Dring- dring- dring- dźwięk komórki Itachiego przerwał naszą pieszczotę.
-Nooo  nieee.. Proszę cię nie odbieraj- czarnowłosy spojrzał na telefon i po chwili odebrał nie zważając na moje prośby.
-No cześć Sasuke- przywitał się z kimś i przyłożył mi swój palec do ust, jakby chciał powiedzieć żebym był cicho. Sasukee..  Sasukee.. Hmm.. coś mi to mówi ale nie do końca wiem co..
 Hmm.. A no tak już wiem ! Mój dziadek nazywał się Sasuke ! Ale to był taki chuj, że ja pierdole…
 Gdy w dzieciństwie prosiłem go by dał mi piątkę na cukierki to mi stary pierdziel kazał iść do diabła. No ale jakim cudem Itachi zna mojego dziadka ? O.o Lol.. (XD)
-Tak, tak braciszku wszystko w porządku, a u ciebie ?-Itachi nadal rozmawiał z kimś przez telefon, a mnie nagle olśniło. Kurde ! no faktycznie ! Konan mi kiedyś wspominała, że Itachi ma brata. To ten Sasuke. To z nim Itaś teraz rozmawia. Jaki ja jestem głupi !
-No jasne, jasne. Haha ! Pewnie, że tak. No, no.. Ale jakim cudem ? Nie, nie wydaje mi się, a ty co o tym wszystkim myślisz?- Itachi rozmawiał już tak z nim od jakichś 10 minut, a ja z każdą kolejną minutach ciałem bardziej wiedzieć o czym rozmawiają. W końcu nie wytrzymałem i poprosiłem go by dał na głośnik. Na początku nie chciał się zgodzić ale gdy moje szepty zaczęły mu przeszkadzać w rozmowie wreszcie mi uległ i dał na tryb głośnomówiący.
-Ej a właśnie Itachi!- zaczął Sasuke.
-Tak?
-No i co z tą twoją niebieskooką blondyneczką hmm ?  Wyrwałeś już ją?- po tym pytaniu Itachi spojrzał na mnie, lekko zarumieniony. Czyżby chodziło o mnie? Zacząłem się cicho śmiać, a czarnowłosy speszył się jeszcze bardziej.
-Itachi, jesteś tam ?
-Eeee co ? Znaczy tak! Jestem, jestem.. Co mówiłeś ?
-Pytałem czy wyrwałeś już tą blondynę, o której mi tyle opowiadałeś- O matko! Czyli Itachi mu o mnie opowiadał jeszcze zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić ? Jak słooodkooo.. Ej czekaj zaraz ! Czy on nie przedstawił mu mnie jako dziewczynę ?!
-No można tak powiedzieć- Itachi spojrzał na mnie lekko się uśmiechając, a ja popatrzyłem na niego z chęcią mordu. Dlaczego powiedział bratu, że jestem dziewczyną ? No żaaal..
-No to gratulację! A jak ma na imię ta twoja wybranka ?-zapytał Sasuke.
-Nooo ten tego.. nazywa się.. Ta, no wiesz.. Eee- Itachi starał się wymyślić jakieś ładne dziewczęce imię ale zanim zdążył coś powiedzieć  skarciłem go wzrokiem, apotem zrobiłem smutną minę. Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że chcę by powiedział bratu prawdę. Itachi westchnął i przewrócił oczami.
-Ma na imię Deidara- Jeeeeest ! Tak ! Tak ! Tak ! Powiedziało mnie bratu!  Taak ! Tak ! Tak ! To znaczy, że traktuję nasz  związek poważnie. No i to przede wszystkim dlatego, że z tego co mi wiadomo  Sasukę jest jedyną bliską rodziną Itachieego.
-Deidara?- zapytał ponownie Sasuke. Itachi spojrzał na mnie, a ja pokiwałem twierdząco głową.
-Tak- gdy to powiedział, straciłem całą pewność siebie. Nagle zwątpiłem w to czy to na pewno był dobry pomysł. Bałem się  jak zareaguję Sasuke. A jeśli on nie zaakceptuję tego, że jego brat związał się z chłopakiem ?  
-Deidara ! Cóż za piękne kobiece imię !- Coooooooooo?!!!!!!!!!Kobiece imię ?!! Ciebie posrało dzieciaku ?! TO JEST MĘSKIE  IMIĘ!!!!
-Hahaha  taaak baaardzo- Itachi wybuchnął śmiechem co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
-Z czego się śmiejesz braciszku?
-Z niczego, naprawdę.
-Czasami cię nie rozumiem Itachi, no ale mówi się trudno. A właśnie!  Muszę ci koniecznie opowiedzieć co się ostatnio wydarzyło na plaży !- Sasuke zaczął opowiadać, a  ja pomyślałem, że nie będę im przeszkadzać  i postanowiłem wrócić do siebie. Cmoknąłem Itachiego w policzek i wstałem z łóżka. Zdziwił się trochę więc postanowiłem napisać mu karteczkę. Wziąłem kawałek papieru i napisałem mu, że pójdę się przebrać i spotkamy się na śniadaniu. Odwróciłem się ostatni raz w jego stronę, uśmiechnąłem  i wyszedłem z pokoju. Przemknąłem  szybko przez korytarz i w oka mgnieniu znalazłem we własnym pokoju. Po pierwszych chwilach stwierdziłem, że wolą spać w pokoju Itachiego.
Wziąłem szybki prysznic, przebrałem się i uczesałem. Po jakichś 10 minutach zszedłem na śniadanie.
Znajome twarze już tam na mnie czekały. Nie było tylko tej jednej. Tej jednej najukochańszej i najbliższej memu sercu. Twarzy Itachiego. Hmm.. Pewnie jeszcze rozmawia z Sasukę. Tak, na pewno. Przywitałem się z chłopakami i zasiadłem do jedzenia. Po jakichś 5 minutach do jadalni wszedł czarnowłosy.
-Cześć wszystkim.
-Cześć Itachi- przywitali się z nim wszyscy jednym chórem. Wszyscy oprócz mnie. Udałem, że go nie zauważyłem. Nawet na niego nie spojrzałem. Siedziałem prosto na krześle i patrzyłem w talerz, uśmiechając się pod nosem. Chciałem się z nim trochę podroczyć, a zarazem coś sprawdzić.  Niestety nie udało mi się.
-Cześć kochanie- stanął za mną, objął i pocałował mnie od tyłu w usta. Mimo wszystko się tego nie spodziewałem. I choć mi się to podobało, szczerze mówiąc myślałem, że jeśli go zignoruję usiądzie albo smutny, albo zdenerwowany. No albo, że będzie patrzył na mnie przez cały czas, a później wypytywał o co mi chodzi, a tu ? Haha ! On jest taki kochany, a do tego można powiedzieć, że przebojowy. Nic sobie nie robiąc z tego, że go olewam on mnie przytula i całuję przy wszystkich z mega uśmiechem na twarzy. No a później siada jakby nigdy nic przy stolę i mówi ,,smacznego”.
Ha ha! Już wiem o co mu chodziło ! Chciał żeby Sasori był o niego zazdrosny. I muszę przyznać, że mu się  to w stu procentach udało ponieważ chłopak siedział pod ścianą cały czerwony ze złości i patrzył na nas z chęcią mordu. Haha ! Itachi mimo wszystko jest świetny.
-No to mamy rozumieć, że wy jesteście razem tak?- spytał Hidan, nie odwracając wzroku od talerza, lekko się uśmiechając. Itachi spojrzał na mnie, a ja pokiwałem twierdząco głową, co miało znaczyć by powiedział im jak jest.
-Tak, jesteśmy parą.
-No to gratulację stary!- krzyknął Pein i poklepał Itachiegopo ramieniu.
-Och to świetnie!- powiedziała Konan  i wraz z chłopakami przytuliła mnie mocno.
-Musimy to jakoś oblać!- zawołał radosnym głosem Kisame.
-Ehh.. Ty już myślisz tylko o wódce- skomentował Itachi, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Po śniadaniu wróciliśmy do swoich pokoi. Byłem trochę zawiedziony, że Itachi wrócił do siebie zamiast przyjść do mnie no ale trudno. Usiadłem na łóżku i zacząłem czytać jakąś książkę dla zabicia czasu. Była  strasznie nuuudnaaa.. No ale może to dlatego, że ja nie za bardzo lubię czytać. Po jakiejś godzinie ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę- po tych słowach do mojego pokoju wszedł Itachi.
-No hej.
-Cześć- przywitałem się, a on usiadł obok mnie. W tym momencie chciałem rzucić w kąt tą cholerną książkę i się do niego mocno przytulić ale się powstrzymałem. Byłem na niego zły, że od razu do mnie nie przyszedł tylko kazał na siebie czekać aż godzinę.
-Co robisz?- zapytał.
-Czytam- w jednej chwili udałem wielce pochłoniętego lekturą.
-Ahaaa.. Dei?
-Co?
-A wiesz, że czytasz tą książkę do góry nogami?- Co ?! o kurde faktycznie! Aaaa! To dlatego ta książka była taka nie zrozumiała!
-Eeee.. Wiem, to jest tak yyy.. Specjalnie !-  Jezu ja się już chyba sam siebie boję. Specjalnie czytam książkę do góry nogami? Przecież ja wychodzę przed nim na debila!
-Haha! Słodki jesteś wiesz?
-Eee co?- zapytałem cały już zarumieniony. Itachi znów się zaśmiał, a potem nachylił się nade mną i delikatnie mnie pocałował.
-Chcesz iść na spacer?- zapytał, powoli się ode mnie odsuwając.
-No jasne!
-No to choć- złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z hotelu zanim ktoś zdążył nas zatrzymać.
Szliśmy w kierunku plaży, trzymając się za ręce.  Milczeliśmy przez większość drogi aż w końcu Itachi przystanął. Rozejrzał się do o koła i wskazał palcem na małe drewniane molo bez poręczy.
-Widzisz?- zapytał.
-Tak.
-Usiądźmy tam, okej?
-Yhmm- zgodziłem się i weszliśmy na molo. Usiedliśmy na samym końcu i zamoczyliśmy nogi w wodzie.
-Mało o tobie wiem…- zacząłem nieśmiało, patrząc w podłogę.
-Hmm..A co chciałbyś wiedzieć?
-Wszystko!- zawołałem, a Itachi cicho się zaśmiał.
-A nie uważasz, że wszystko to trochę dużo?- zażartował.
-Mamy czas.
- No niby tak.. No więc chcesz, żebym ci coś o sobie powiedział?
-Yhmm.
-No więc dobrze. Zacznijmy od tego, że moi rodzice nie żyją już od 10 lat. Zginęli w wypadku samochodowym gdy miałem 11 lat. Zostałem wtedy sam wraz z bratem. Sasuke jest teraz w podobnym wieku co ty, no może trochę młodszy.  W sumie to.. to mam dalszą rodzinę. Ciocie, wujków, kuzynów. Ale mieszkają dość daleko, a po za tym zawsze sam chciałem zadbać o siebie i Sasuke dlatego nie przyjmowałem pomocy od żadnego z nich. Było naprawdę ciężko ale daliśmy jakoś radę. Dużo też zawdzięczam Peinowi. Jak już zdążyłeś się pewnie domyślić to mój najlepszy przyjaciel.
-No tak- uśmiechnąłem się do niego i z ciekawością słuchałem jego opowieści.
-Do klasy chodzę z tymi wszystkimi debilami, których zdążyłeś już poznać. Szczerzę mówiąc w szkole nie mam dobrych ocen. No ale zamierzam to teraz poprawić. Znaczy przynajmniej mam nadzieję, że  poprawię.. No a jeśli chodzi o sprawy uczuciowe, to.. To nigdy do tej pory się w nikim nie zakochałem. Podobało mi się kiedyś kilka dziewczyn ale nigdy nie chciałem się z żadną z nich wiązać na poważnie. Jesteś jedyną osobą, którą kocham najbardziej na świecie.
- Serio?
-Yhmm.
-Ooo.. Choć  tutaj-przytuliłem się do niego, wzruszony tym co powiedział. On mnie kocha? Naprawdę?
-Jesteś dla mnie najważniejszy, wiesz?- zapytał, delikatnie się ode mnie odsuwając.
-Ty dla mnie też.
-Haha! Już sobie wyobrażam minę Sasuke gdy dowie się, że jednak nie jesteś dziewczyną.
-Haha.. Bezcenne- zaśmiałem się.
-Noo..
-A właśnie! Wiesz, że mój dziadek miał na imię Sasuke?
-Tak?
-Noo.. Nawet na początku myślałem, że z nim rozmawiasz. Wiem, wiem głupi jestem..
-Haha..
-Ej czekaj nie ! Przypomniałem sobie, mój dziadek jednak nie nazywał się Sasuke! Pomyliło mi się!
-No to jak miał w końcu na imię?
-Romek.
-Ahhahahaha co?! Romek? Haha, jak można imię Sasuke pomylić z imieniem Romek?
-Eeee..Noo…- wydukałem speszony.
-Haha. Słodki jesteś- wyszeptał, a ja uśmiechnąłem się i oparłem głowę na jego ramieniu.
-No a właśnie! Teraz ty powiedź mi coś o sobie- zamurowało mnie. Szczerze. Jaa.. ja nie miałem mu się nawet czym pochwalić. No bo co ja mam mu niby powiedzieć? Że mam ojca pijaka i matkę, która mnie nie kocha ? Że rodzice się mnie wyparli bo.. Bo.. To kolejna rzecz, o której powinienem mu powiedzieć. Powinienem mu powiedzieć o nim. Tylko jak ? To już najwyższy czas ale.. ale ja nie chce go stracić, a boję się, że jeśli powiem mu prawdę to on mnie rzuci. Ehh.. Ale muszę.
Muszę mu powiedzieć o Madarze. Madara, tak właśnie miał na imię ten przez, którego wcześniej tak często płakałem. Chłopak, którego kochałem i nienawidziłem jednocześnie. Chłopak, z którym byłem prawie półtora roku. Chaotyczny, toksyczny związek, z którego przez tyle czasu nie potrafiłem się uwolnić. Tamtego dnia. Właśnie wtedy kiedy poznałem Itachiego, uciekałem właśnie przed nim.
To.. To wszystko zaczęło się dwa lata temu. Nawet nie pamiętam dokładnie jak to było. Znałem go krótko, nawet bardzo. Niecałe pół roku. Ale tyle mu wystarczyło by owinąć mnie sobie wokół palca. Ale co się dziwić. Byłem wtedy głupim piętnastolatkiem, skąd mogłem wiedzieć, że.. Ehh.. Na początku nie było tak źle. Zabierał mnie do klubów, stawiał drinki, kupował alkohol, nie zmuszał mnie do nauki, nawet mówił  żebym całkowicie olał szkołę bo i tak mi się do niczego nie przyda. Z dnia na dzień coraz bardziej odsuwałem się od przyjaciół i rodziny. Żyłem w przekonaniu, że bez niego nie dam sobie rady. Uważałem tak choć.. Choć tak naprawdę nic o nim nie wiedziałem. Do dziś nawet nie wiem jak się nazywa. Przedstawił mi tylko swoje imię, a znajomi nie mówili mu po nazwisku. Madara był starszy ode mnie o pięć lat. Alkohol, papierosy, narkotyki to była u niego codzienność.
Wtedy.. wtedy mi to imponowało. Jakże ja byłem  głupi  prawda?
Przez niego zacząłem kłócić się z rodzicami. Uważali, że tonie jest towarzystwo dla mnie i w sumie to mieli rację. Później jak dowiedzieli się, że ich syn ma chłopaka wyparli się mnie i kazali wynosić z domu. Dopiero wtedy to byłem skazany na Madarę. Nie miałem się gdzie podziać dlatego poprosiłem go by pozwolił mi u siebie zostać przez jakiś czas. Po wielu i to bardzo długich błaganiach w końcu się z godził. Ale jak już z nim zamieszkałem to wszystko się zmieniło. Zaczął traktować mnie jak zwykłą szmatę. Często mnie bił i wykorzystywał. Sex z nim nigdy nie sprawiał mi większej przyjemności. Przeważnie to ja tylko przez niego cierpiałem. Upokarzał mnie przy swoich znajomych, wyzywał mnie od dziwek, a gdy tylko chciałem  z nim zerwać mówił, że to był już ostatni raz. Przepraszał i obiecywał, że więcej mnie nie uderzy ale.. Ale on nigdy nie był honorowy. Nigdy nie dotrzymywał danego słowa więc takie sytuację nie raz miały miejsce. A ja mimo iż tak okropnie mnie traktował to.. to wydawało mi się, że go kocham.  Że właśnie dlatego, że go kocham to to wszystko przetrwam ale czy to można było nazwać miłością? Nieee, raczej nie.  Tamtego  dnia, uciekłem od niego  ponieważ już nie wytrzymałem. Znów mnie zwyzywał, następnie znów podniósł na mnie rękę, a później dowiedziałem się jeszcze, że mnie zdradza. Wtedy coś we mnie pękło. Nie chciałem go już nigdy więcej widzieć. Chciałem wyjść, trzasnąć drzwiami i już nigdy nie wrócić ale on mnie zatrzymał. Rzucił na łóżko i chciał sexu. I on myślał, że mu wtedy tak po prostu dam? Jeśli tak to był w błędzie. Mimo wszystko zdołałem się wyrwać i uciekłem. Gonił mnie i pewnie by mnie złapał gdyby tamtego dnia nie był znów pod wpływem narkotyków.
Ehh.. I to już cała historia.. Smutna, żałosna historia, którą tak bardzo chciałem ukryć przed Itachim.
I mimo to, że powinienem mu powiedzieć prawdę to się boję. Boję się go stracić ponieważ cholernie go kocham. Najbardziej na świecie i to tak jak jeszcze nikogo. No a z drugiej strony właśnie dlatego, że go tak kocham to chcę by wiedział o mnie wszystko. Cholera ! Muszę mu wreszcie powiedzieć !Ufam mu ! Ale.. Nie ! Nie ma żadnych ale! Powiem mu. Tu i teraz. To właśnie ta chwila.
-Itachi ja.. Tylko proszę wysłuchaj mnie do końca, dobrze ?
-Dobrze.
-Ehh.. No więc.. Posłuchaj uważnie, bo muszę ci teraz powiedzieć coś naprawdę bardzo ważnego. Itachi ja..-nie dokończyłem ponieważ znów przerwał mi dźwięk komórki Itachiego.
-Cholera! Przepraszam kochanie.. To Pein. Daj mi minutkę.
-Dobrze.
-Halo?- odezwał się Itachi, przykładając telefon do ucha. 
-Co takiego? Serio? Żartujesz?! To nie możliwe! Nie no serio? O jejku, to świetnie ! Zaraz tam będziemy. Tak, tak. Jasne, zaraz mu powiem. No dobra, dzięki za info. Do zobaczenia- Itachi się rozłączył i spojrzał na mnie z mega uśmiechem na twarzy.
-Dei słuchaj ! Jakimś cudem, przyjechał  tu mój kuzyn. Nie mam pojęcia jak to się stało ale to chyba jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności! Pein powiedział mi, że widział go przed chwilą w recepcji. Zameldował się w tym samym hotelu co my. A gdy Pein zobaczył, że podpisał się jako Uchiha to był pewny, że to on. Te raz oboje czekają na nas w hotelu. Czy to nie cudownie, że poznasz moją rodzinę?!-zapytał z entuzjazmem Itachi, bardzo podekscytowany.
-Tak, to cudownie!-  zawołałem i mocno się do niego przytuliłem. W sumie to byłem trochę zawiedziony, że znów nam przerwano i nie zdążyłem mu wszystkiego opowiedzieć. No ale trudno. Zrobię to najwyżej jutro bo widać, że Itachiemu zależy na tym bym poznał tego jego kuzyna.
Wstaliśmy i szybkim krokiem wróciliśmy do hotelu. Itachi bardzo się cieszył z przyjazdu tego chłopaka. Hmm.. To musi być jakaś fantastyczna osoba. Może jakiś znany podróżnik ? Albo  lekarz? A może jakiś bogaty architekt ? Nonie wiem, nie wiem. Ale zaraz się przekonamy. Po chwili byliśmy już prawię na miejscu. W końcu z daleka zauważyliśmy dwóch mężczyzn. Niestety stali zbyt daleko byśmy mogli ich rozpoznać, a na dodatek stali odwróceni  tyłem. Jeden z nich to na pewno był Pein. Rude włosy znacznie się odznaczały. Obok niego stał jakiś brunet. Doszliśmy w końcu, a ja postanowiłem się przywitać.
-No cze..- nie dokończyłem ponieważ  w tym momencie obaj mężczyźni odwrócili się do nas przodem, a ja dostałem szoku. Serce nagle stanęło, łzy napłynęły do oczu, a nogi zaczynały się pode mną uginać. To był on.. To on ! Na pewno to.. to.. to był..to był Madara. Ale jakim cudem.. Skąd on się tu.. To.. To jest kuzyn Itachiego?!  J-jakim prawem on..
-No cześć- arogancki, cyniczny głos człowieka, którego nienawidziłem z całego serca, rozbrzmiał w mojej głowie.  Madara jakby nigdy nic wyciągnął rękę w moją stronę, jakby chciał się przedstawić. Co on do cholery wyprawia?!!  On chce udawać, że mnie nie zna ?!! Ale przecież on..
-Jestem Madara… Madara Uchiha.

3 komentarze:

  1. Hej bardzo mi się podoba twój blog a ta notka jest super oby tak dalej . Pozdro :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Romek... Hahahahaha :DD. Dobre, dobre xd.

    Że co? Że mój najdroższy, najukochańszy skarb pan Madaruś Uchiha jest taki zły?! >3<. Aż nie wierzę . : OO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiał być kuzyn Itachiego więc tak się złożyło, że padło na Madare XD ;* Osobiście też go bardzo lubię :D

      Usuń