No cześć wszystkim :D Na samym początku chciałam
życzyć Wam wesołych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, udanego, szampańskiego
Sylwestra i perze de wszystkim spełnienia marzeń ;*
Macie tu taki mały prezent
świąteczny :D Szkoda tylko, że notka wakacyjna zamiast gwiazdkowej
no ale trudno : ( Postaram się napisać następną jak najszybciej ; )Pozdrawiam i
jeszcze raz życzę Wesołych Świąt ! ;*
10.Niespodziewany szok, który
zmienił wszystko.
Deidara;
Wczorajszy dzień był jednym z takich
dni, których nie zapomnę do końca życia.
Nie dość, że wreszcie odważyłem się
powiedzieć Itachiemu to co do niego czuję to jeszcze dowiedziałem się, że ja
też nie jestem mu zupełnie obojętny. No a teraz leżę z nim w jego łóżku,
wtulony w jego tors. Tak z nim i tak w jego łóżku. Nie, do niczego nie doszło
nie martwcie się…
Ha, ha ! Wiem, że byście chciały,
wiem!
Boże, co za zboczone dziewczynki to
czytają , ja nie mogę.. (XD)
No ale do rzeczy..
Obudziłem się dość wcześnie. Itachi
jeszcze spał, a ja nie miałem serca go budzić więc przez dłuższą chwilę
patrzyłem na niego w ciszy. Po pewnym czasie mój ukochany zaczął się
przebudzać. Powoli otworzył swe piękne, czarne oczy i obdarzył mnie czułym
spojrzeniem.
-Hej- wyszeptał.
-No cześć kochanie-przywitałem się, delikatnie całując
go w policzek. Chyba mu się to spodobało ponieważ uśmiechnął się i objął mnie
mocniej w tali.
-I jak ci się spało ?-zapytał,
spoglądając mi w oczy.
-Cudownie!- odpowiedziałem z
entuzjazmem i po chwili zapytałem ;
-A tobie ?
-E tak sobie..
-Co proszę?!!!- krzyknąłem,
odruchowo podnosząc głowę z jego torsu.
-Hahaha żartowałem przecież.
-Pff.. No ja myślę..- odwróciłem
wzrok i zrobiłem naburmuszoną minę.
-Oj nie gniewaj się kotku, złość
piękności szkodzi- znów zażartował, szeroko się uśmiechając.
-Haha , jesteś okropny wiesz?
-Wiem, ale tym samym tylko i
wyłącznie twój- po tych słowach aż zrobiło mi się gorąco w środku. Miałem
ochotę go pocałować. Nie zastanawiając się zbyt długo przysunąłem się
bliżej niego i musnąłem delikatnie jego
usta. Objąłem jego twarz obiema rękami , a on bez wahania oddał mi pocałunek.
Jego ręce powędrowały niżej, zatrzymując się na moim tyłku. Zacząłem cicho pojękiwać
gdy jego dłonie zacisnęły się na moich pośladkach. Cholernie mi się to podobało
dlatego pogłębiłem pocałunek. Itachi wsunął język do mich ust i zaczął pieścić nim
moje podniebienie.
-Dring- dring- dring- dźwięk komórki
Itachiego przerwał naszą pieszczotę.
-Nooo nieee.. Proszę cię nie odbieraj- czarnowłosy
spojrzał na telefon i po chwili odebrał nie zważając na moje prośby.
-No cześć Sasuke- przywitał się z
kimś i przyłożył mi swój palec do ust, jakby chciał powiedzieć żebym był cicho.
Sasukee.. Sasukee.. Hmm.. coś mi to mówi
ale nie do końca wiem co..
Hmm.. A no tak już wiem ! Mój dziadek nazywał
się Sasuke ! Ale to był taki chuj, że ja pierdole…
Gdy w dzieciństwie prosiłem go by dał mi
piątkę na cukierki to mi stary pierdziel kazał iść do diabła. No ale jakim
cudem Itachi zna mojego dziadka ? O.o Lol.. (XD)
-Tak, tak braciszku wszystko w
porządku, a u ciebie ?-Itachi nadal rozmawiał z kimś przez telefon, a mnie
nagle olśniło. Kurde ! no faktycznie ! Konan mi kiedyś wspominała, że Itachi ma
brata. To ten Sasuke. To z nim Itaś teraz rozmawia. Jaki ja jestem głupi !
-No jasne, jasne. Haha ! Pewnie, że
tak. No, no.. Ale jakim cudem ? Nie, nie wydaje mi się, a ty co o tym wszystkim
myślisz?- Itachi rozmawiał już tak z nim od jakichś 10 minut, a ja z każdą
kolejną minutach ciałem bardziej wiedzieć o czym rozmawiają. W końcu nie
wytrzymałem i poprosiłem go by dał na głośnik. Na początku nie chciał się zgodzić
ale gdy moje szepty zaczęły mu przeszkadzać w rozmowie wreszcie mi uległ i dał
na tryb głośnomówiący.
-Ej a właśnie Itachi!- zaczął
Sasuke.
-Tak?
-No i co z tą twoją niebieskooką
blondyneczką hmm ? Wyrwałeś już ją?- po
tym pytaniu Itachi spojrzał na mnie, lekko zarumieniony. Czyżby chodziło o
mnie? Zacząłem się cicho śmiać, a czarnowłosy speszył się jeszcze bardziej.
-Itachi, jesteś tam ?
-Eeee co ? Znaczy tak! Jestem,
jestem.. Co mówiłeś ?
-Pytałem czy wyrwałeś już tą
blondynę, o której mi tyle opowiadałeś- O matko! Czyli Itachi mu o mnie
opowiadał jeszcze zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić ? Jak słooodkooo.. Ej czekaj
zaraz ! Czy on nie przedstawił mu mnie jako dziewczynę ?!
-No można tak powiedzieć- Itachi
spojrzał na mnie lekko się uśmiechając, a ja popatrzyłem na niego z chęcią
mordu. Dlaczego powiedział bratu, że jestem dziewczyną ? No żaaal..
-No to gratulację! A jak ma na imię
ta twoja wybranka ?-zapytał Sasuke.
-Nooo ten tego.. nazywa się.. Ta, no
wiesz.. Eee- Itachi starał się wymyślić jakieś ładne dziewczęce imię ale zanim
zdążył coś powiedzieć skarciłem go
wzrokiem, apotem zrobiłem smutną minę. Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że
chcę by powiedział bratu prawdę. Itachi westchnął i przewrócił oczami.
-Ma na imię Deidara- Jeeeeest ! Tak
! Tak ! Tak ! Powiedziało mnie bratu!
Taak ! Tak ! Tak ! To znaczy, że traktuję nasz związek poważnie. No i to przede wszystkim
dlatego, że z tego co mi wiadomo Sasukę
jest jedyną bliską rodziną Itachieego.
-Deidara?- zapytał ponownie Sasuke.
Itachi spojrzał na mnie, a ja pokiwałem twierdząco głową.
-Tak- gdy to powiedział, straciłem
całą pewność siebie. Nagle zwątpiłem w to czy to na pewno był dobry pomysł.
Bałem się jak zareaguję Sasuke. A jeśli
on nie zaakceptuję tego, że jego brat związał się z chłopakiem ?
-Deidara ! Cóż za piękne kobiece
imię !- Coooooooooo?!!!!!!!!!Kobiece imię ?!! Ciebie posrało dzieciaku ?! TO
JEST MĘSKIE IMIĘ!!!!
-Hahaha taaak baaardzo- Itachi wybuchnął śmiechem co
jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
-Z czego się śmiejesz braciszku?
-Z niczego, naprawdę.
-Czasami cię nie rozumiem Itachi, no
ale mówi się trudno. A właśnie! Muszę ci
koniecznie opowiedzieć co się ostatnio wydarzyło na plaży !- Sasuke zaczął
opowiadać, a ja pomyślałem, że nie będę
im przeszkadzać i postanowiłem wrócić do
siebie. Cmoknąłem Itachiego w policzek i wstałem z łóżka. Zdziwił się trochę więc
postanowiłem napisać mu karteczkę. Wziąłem kawałek papieru i napisałem mu, że
pójdę się przebrać i spotkamy się na śniadaniu. Odwróciłem się ostatni raz w
jego stronę, uśmiechnąłem i wyszedłem z
pokoju. Przemknąłem szybko przez
korytarz i w oka mgnieniu znalazłem we własnym pokoju. Po pierwszych chwilach
stwierdziłem, że wolą spać w pokoju Itachiego.
Wziąłem szybki prysznic, przebrałem
się i uczesałem. Po jakichś 10 minutach zszedłem na śniadanie.
Znajome twarze już tam na mnie
czekały. Nie było tylko tej jednej. Tej jednej najukochańszej i najbliższej
memu sercu. Twarzy Itachiego. Hmm.. Pewnie jeszcze rozmawia z Sasukę. Tak, na
pewno. Przywitałem się z chłopakami i zasiadłem do jedzenia. Po jakichś 5
minutach do jadalni wszedł czarnowłosy.
-Cześć wszystkim.
-Cześć Itachi- przywitali się z nim
wszyscy jednym chórem. Wszyscy oprócz mnie. Udałem, że go nie zauważyłem. Nawet
na niego nie spojrzałem. Siedziałem prosto na krześle i patrzyłem w talerz,
uśmiechając się pod nosem. Chciałem się z nim trochę podroczyć, a zarazem coś sprawdzić. Niestety nie udało mi się.
-Cześć kochanie- stanął za mną,
objął i pocałował mnie od tyłu w usta. Mimo wszystko się tego nie spodziewałem.
I choć mi się to podobało, szczerze mówiąc myślałem, że jeśli go zignoruję
usiądzie albo smutny, albo zdenerwowany. No albo, że będzie patrzył na mnie
przez cały czas, a później wypytywał o co mi chodzi, a tu ? Haha ! On jest taki
kochany, a do tego można powiedzieć, że przebojowy. Nic sobie nie robiąc z
tego, że go olewam on mnie przytula i całuję przy wszystkich z mega uśmiechem
na twarzy. No a później siada jakby nigdy nic przy stolę i mówi ,,smacznego”.
Ha ha! Już wiem o co mu chodziło !
Chciał żeby Sasori był o niego zazdrosny. I muszę przyznać, że mu się to w stu procentach udało ponieważ chłopak siedział
pod ścianą cały czerwony ze złości i patrzył na nas z chęcią mordu. Haha !
Itachi mimo wszystko jest świetny.
-No to mamy rozumieć, że wy
jesteście razem tak?- spytał Hidan, nie odwracając wzroku od talerza, lekko się
uśmiechając. Itachi spojrzał na mnie, a ja pokiwałem twierdząco głową, co miało
znaczyć by powiedział im jak jest.
-Tak, jesteśmy parą.
-No to gratulację stary!- krzyknął
Pein i poklepał Itachiegopo ramieniu.
-Och to świetnie!- powiedziała
Konan i wraz z chłopakami przytuliła
mnie mocno.
-Musimy to jakoś oblać!- zawołał
radosnym głosem Kisame.
-Ehh.. Ty już myślisz tylko o wódce-
skomentował Itachi, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Po śniadaniu wróciliśmy do swoich
pokoi. Byłem trochę zawiedziony, że Itachi wrócił do siebie zamiast przyjść do
mnie no ale trudno. Usiadłem na łóżku i zacząłem czytać jakąś książkę dla
zabicia czasu. Była strasznie
nuuudnaaa.. No ale może to dlatego, że ja nie za bardzo lubię czytać. Po
jakiejś godzinie ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę- po tych słowach do mojego
pokoju wszedł Itachi.
-No hej.
-Cześć- przywitałem się, a on usiadł
obok mnie. W tym momencie chciałem rzucić w kąt tą cholerną książkę i się do
niego mocno przytulić ale się powstrzymałem. Byłem na niego zły, że od razu do
mnie nie przyszedł tylko kazał na siebie czekać aż godzinę.
-Co robisz?- zapytał.
-Czytam- w jednej chwili udałem
wielce pochłoniętego lekturą.
-Ahaaa.. Dei?
-Co?
-A wiesz, że czytasz tą książkę do
góry nogami?- Co ?! o kurde faktycznie! Aaaa! To dlatego ta książka była taka
nie zrozumiała!
-Eeee.. Wiem, to jest tak yyy..
Specjalnie !- Jezu ja się już chyba sam
siebie boję. Specjalnie czytam książkę do góry nogami? Przecież ja wychodzę
przed nim na debila!
-Haha! Słodki jesteś wiesz?
-Eee co?- zapytałem cały już
zarumieniony. Itachi znów się zaśmiał, a potem nachylił się nade mną i
delikatnie mnie pocałował.
-Chcesz iść na spacer?- zapytał,
powoli się ode mnie odsuwając.
-No jasne!
-No to choć- złapał mnie za rękę i
wybiegliśmy z hotelu zanim ktoś zdążył nas zatrzymać.
Szliśmy w kierunku plaży, trzymając
się za ręce. Milczeliśmy przez większość
drogi aż w końcu Itachi przystanął. Rozejrzał się do o koła i wskazał palcem na
małe drewniane molo bez poręczy.
-Widzisz?- zapytał.
-Tak.
-Usiądźmy tam, okej?
-Yhmm- zgodziłem się i weszliśmy na
molo. Usiedliśmy na samym końcu i zamoczyliśmy nogi w wodzie.
-Mało o tobie wiem…- zacząłem
nieśmiało, patrząc w podłogę.
-Hmm..A co chciałbyś wiedzieć?
-Wszystko!- zawołałem, a Itachi
cicho się zaśmiał.
-A nie uważasz, że wszystko to trochę
dużo?- zażartował.
-Mamy czas.
- No niby tak.. No więc chcesz,
żebym ci coś o sobie powiedział?
-Yhmm.
-No więc dobrze. Zacznijmy od tego,
że moi rodzice nie żyją już od 10 lat. Zginęli w wypadku samochodowym gdy
miałem 11 lat. Zostałem wtedy sam wraz z bratem. Sasuke jest teraz w podobnym
wieku co ty, no może trochę młodszy. W
sumie to.. to mam dalszą rodzinę. Ciocie, wujków, kuzynów. Ale mieszkają dość
daleko, a po za tym zawsze sam chciałem zadbać o siebie i Sasuke dlatego nie
przyjmowałem pomocy od żadnego z nich. Było naprawdę ciężko ale daliśmy jakoś
radę. Dużo też zawdzięczam Peinowi. Jak już zdążyłeś się pewnie domyślić to mój
najlepszy przyjaciel.
-No tak- uśmiechnąłem się do niego i
z ciekawością słuchałem jego opowieści.
-Do klasy chodzę z tymi wszystkimi
debilami, których zdążyłeś już poznać. Szczerzę mówiąc w szkole nie mam dobrych
ocen. No ale zamierzam to teraz poprawić. Znaczy przynajmniej mam nadzieję,
że poprawię.. No a jeśli chodzi o sprawy
uczuciowe, to.. To nigdy do tej pory się w nikim nie zakochałem. Podobało mi się
kiedyś kilka dziewczyn ale nigdy nie chciałem się z żadną z nich wiązać na poważnie.
Jesteś jedyną osobą, którą kocham najbardziej na świecie.
- Serio?
-Yhmm.
-Ooo.. Choć tutaj-przytuliłem się do niego, wzruszony tym
co powiedział. On mnie kocha? Naprawdę?
-Jesteś dla mnie najważniejszy,
wiesz?- zapytał, delikatnie się ode mnie odsuwając.
-Ty dla mnie też.
-Haha! Już sobie wyobrażam minę
Sasuke gdy dowie się, że jednak nie jesteś dziewczyną.
-Haha.. Bezcenne- zaśmiałem się.
-Noo..
-A właśnie! Wiesz, że mój dziadek
miał na imię Sasuke?
-Tak?
-Noo.. Nawet na początku myślałem,
że z nim rozmawiasz. Wiem, wiem głupi jestem..
-Haha..
-Ej czekaj nie ! Przypomniałem
sobie, mój dziadek jednak nie nazywał się Sasuke! Pomyliło mi się!
-No to jak miał w końcu na imię?
-Romek.
-Ahhahahaha co?! Romek? Haha, jak
można imię Sasuke pomylić z imieniem Romek?
-Eeee..Noo…- wydukałem speszony.
-Haha. Słodki jesteś- wyszeptał, a
ja uśmiechnąłem się i oparłem głowę na jego ramieniu.
-No a właśnie! Teraz ty powiedź mi
coś o sobie- zamurowało mnie. Szczerze. Jaa.. ja nie miałem mu się nawet czym
pochwalić. No bo co ja mam mu niby powiedzieć? Że mam ojca pijaka i matkę,
która mnie nie kocha ? Że rodzice się mnie wyparli bo.. Bo.. To kolejna rzecz,
o której powinienem mu powiedzieć. Powinienem mu powiedzieć o nim. Tylko jak ?
To już najwyższy czas ale.. ale ja nie chce go stracić, a boję się, że jeśli
powiem mu prawdę to on mnie rzuci. Ehh.. Ale muszę.
Muszę mu powiedzieć o Madarze.
Madara, tak właśnie miał na imię ten przez, którego wcześniej tak często
płakałem. Chłopak, którego kochałem i nienawidziłem jednocześnie. Chłopak, z
którym byłem prawie półtora roku. Chaotyczny, toksyczny związek, z którego
przez tyle czasu nie potrafiłem się uwolnić. Tamtego dnia. Właśnie wtedy kiedy
poznałem Itachiego, uciekałem właśnie przed nim.
To.. To wszystko zaczęło się dwa
lata temu. Nawet nie pamiętam dokładnie jak to było. Znałem go krótko, nawet
bardzo. Niecałe pół roku. Ale tyle mu wystarczyło by owinąć mnie sobie wokół
palca. Ale co się dziwić. Byłem wtedy głupim piętnastolatkiem, skąd mogłem
wiedzieć, że.. Ehh.. Na początku nie było tak źle. Zabierał mnie do klubów,
stawiał drinki, kupował alkohol, nie zmuszał mnie do nauki, nawet mówił żebym całkowicie olał szkołę bo i tak mi się
do niczego nie przyda. Z dnia na dzień coraz bardziej odsuwałem się od
przyjaciół i rodziny. Żyłem w przekonaniu, że bez niego nie dam sobie rady.
Uważałem tak choć.. Choć tak naprawdę nic o nim nie wiedziałem. Do dziś nawet
nie wiem jak się nazywa. Przedstawił mi tylko swoje imię, a znajomi nie mówili
mu po nazwisku. Madara był starszy ode mnie o pięć lat. Alkohol, papierosy,
narkotyki to była u niego codzienność.
Wtedy.. wtedy mi to imponowało.
Jakże ja byłem głupi prawda?
Przez niego zacząłem kłócić się z
rodzicami. Uważali, że tonie jest towarzystwo dla mnie i w sumie to mieli
rację. Później jak dowiedzieli się, że ich syn ma chłopaka wyparli się mnie i
kazali wynosić z domu. Dopiero wtedy to byłem skazany na Madarę. Nie miałem się
gdzie podziać dlatego poprosiłem go by pozwolił mi u siebie zostać przez jakiś
czas. Po wielu i to bardzo długich błaganiach w końcu się z godził. Ale jak już
z nim zamieszkałem to wszystko się zmieniło. Zaczął traktować mnie jak zwykłą
szmatę. Często mnie bił i wykorzystywał. Sex z nim nigdy nie sprawiał mi
większej przyjemności. Przeważnie to ja tylko przez niego cierpiałem. Upokarzał
mnie przy swoich znajomych, wyzywał mnie od dziwek, a gdy tylko chciałem z nim zerwać mówił, że to był już ostatni raz.
Przepraszał i obiecywał, że więcej mnie nie uderzy ale.. Ale on nigdy nie był
honorowy. Nigdy nie dotrzymywał danego słowa więc takie sytuację nie raz miały
miejsce. A ja mimo iż tak okropnie mnie traktował to.. to wydawało mi się, że
go kocham. Że właśnie dlatego, że go
kocham to to wszystko przetrwam ale czy to można było nazwać miłością? Nieee,
raczej nie. Tamtego dnia, uciekłem od niego ponieważ już nie wytrzymałem. Znów mnie zwyzywał,
następnie znów podniósł na mnie rękę, a później dowiedziałem się jeszcze, że
mnie zdradza. Wtedy coś we mnie pękło. Nie chciałem go już nigdy więcej
widzieć. Chciałem wyjść, trzasnąć drzwiami i już nigdy nie wrócić ale on mnie
zatrzymał. Rzucił na łóżko i chciał sexu. I on myślał, że mu wtedy tak po prostu
dam? Jeśli tak to był w błędzie. Mimo wszystko zdołałem się wyrwać i uciekłem.
Gonił mnie i pewnie by mnie złapał gdyby tamtego dnia nie był znów pod wpływem
narkotyków.
Ehh.. I to już cała historia..
Smutna, żałosna historia, którą tak bardzo chciałem ukryć przed Itachim.
I mimo to, że powinienem mu
powiedzieć prawdę to się boję. Boję się go stracić ponieważ cholernie go
kocham. Najbardziej na świecie i to tak jak jeszcze nikogo. No a z drugiej
strony właśnie dlatego, że go tak kocham to chcę by wiedział o mnie wszystko.
Cholera ! Muszę mu wreszcie powiedzieć !Ufam mu ! Ale.. Nie ! Nie ma żadnych
ale! Powiem mu. Tu i teraz. To właśnie ta chwila.
-Itachi ja.. Tylko proszę wysłuchaj
mnie do końca, dobrze ?
-Dobrze.
-Ehh.. No więc.. Posłuchaj uważnie,
bo muszę ci teraz powiedzieć coś naprawdę bardzo ważnego. Itachi ja..-nie
dokończyłem ponieważ znów przerwał mi dźwięk komórki Itachiego.
-Cholera! Przepraszam kochanie.. To
Pein. Daj mi minutkę.
-Dobrze.
-Halo?- odezwał się Itachi,
przykładając telefon do ucha.
-Co takiego? Serio? Żartujesz?! To nie
możliwe! Nie no serio? O jejku, to świetnie ! Zaraz tam będziemy. Tak, tak.
Jasne, zaraz mu powiem. No dobra, dzięki za info. Do zobaczenia- Itachi się
rozłączył i spojrzał na mnie z mega uśmiechem na twarzy.
-Dei słuchaj ! Jakimś cudem,
przyjechał tu mój kuzyn. Nie mam pojęcia
jak to się stało ale to chyba jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności! Pein
powiedział mi, że widział go przed chwilą w recepcji. Zameldował się w tym
samym hotelu co my. A gdy Pein zobaczył, że podpisał się jako Uchiha to był
pewny, że to on. Te raz oboje czekają na nas w hotelu. Czy to nie cudownie, że
poznasz moją rodzinę?!-zapytał z entuzjazmem Itachi, bardzo podekscytowany.
-Tak, to cudownie!- zawołałem i mocno się do niego przytuliłem. W
sumie to byłem trochę zawiedziony, że znów nam przerwano i nie zdążyłem mu
wszystkiego opowiedzieć. No ale trudno. Zrobię to najwyżej jutro bo widać, że Itachiemu
zależy na tym bym poznał tego jego kuzyna.
Wstaliśmy i szybkim krokiem
wróciliśmy do hotelu. Itachi bardzo się cieszył z przyjazdu tego chłopaka.
Hmm.. To musi być jakaś fantastyczna osoba. Może jakiś znany podróżnik ?
Albo lekarz? A może jakiś bogaty
architekt ? Nonie wiem, nie wiem. Ale zaraz się przekonamy. Po chwili byliśmy
już prawię na miejscu. W końcu z daleka zauważyliśmy dwóch mężczyzn. Niestety
stali zbyt daleko byśmy mogli ich rozpoznać, a na dodatek stali odwróceni tyłem. Jeden z nich to na pewno był Pein.
Rude włosy znacznie się odznaczały. Obok niego stał jakiś brunet. Doszliśmy w
końcu, a ja postanowiłem się przywitać.
-No cze..- nie dokończyłem
ponieważ w tym momencie obaj mężczyźni
odwrócili się do nas przodem, a ja dostałem szoku. Serce nagle stanęło, łzy
napłynęły do oczu, a nogi zaczynały się pode mną uginać. To był on.. To on ! Na
pewno to.. to.. to był..to był Madara. Ale jakim cudem.. Skąd on się tu.. To..
To jest kuzyn Itachiego?! J-jakim prawem
on..
-No cześć- arogancki, cyniczny głos
człowieka, którego nienawidziłem z całego serca, rozbrzmiał w mojej
głowie. Madara jakby nigdy nic wyciągnął
rękę w moją stronę, jakby chciał się przedstawić. Co on do cholery
wyprawia?!! On chce udawać, że mnie nie
zna ?!! Ale przecież on..
-Jestem Madara… Madara Uchiha.
Hej bardzo mi się podoba twój blog a ta notka jest super oby tak dalej . Pozdro :*
OdpowiedzUsuńRomek... Hahahahaha :DD. Dobre, dobre xd.
OdpowiedzUsuńŻe co? Że mój najdroższy, najukochańszy skarb pan Madaruś Uchiha jest taki zły?! >3<. Aż nie wierzę . : OO
musiał być kuzyn Itachiego więc tak się złożyło, że padło na Madare XD ;* Osobiście też go bardzo lubię :D
Usuń