sobota, 15 grudnia 2012

5.Na co ja sobie pozwalam?



5.Na co ja sobie pozwalam?

Deidara;

Obudził mnie zimny powiew wiatru. Hmm.. Tej nocy spało mi się wyjątkowo dobrze. Nie otwierałem jeszcze oczu tylko wdychałem przesłodzony zapach czyichś perfum. Czy to trochę nie dziwne ?
Tak samo jak to całe ciepło bijące z otoczenia. Zupełnie jak..
I naglę wszystko sobie przypomniałem. Wczorajszy wieczór.
Więc to perfumy Itachiego tak ? Odruchowo się uśmiechnąłem. Teraz leżałem w jego objęciach, opierając się o jego tors.
Ej ! Ej ! Ej ! Czy ja sobie nie za dużo pozwalam ?
Heh.. Całkiem możliwe, no ale było mi w tej chwili tak dobrze.
Czułem się tak… Hmm.. tak bezpiecznie ?
Tak chyba tego słowa szukałem. Ale to było coś więcej niż tylko bezpieczeństwo.. Już bardzo dawno się tak nie czułem.
Ale czy ja w ogóle kiedykolwiek tak się czułem ?
Przecież przy tym… Ehh.. Przy.. Jego imię nie przechodziło mi nawet przez gardło.. Ten cholerny.. I znów to samo.
Naglę po  moim policzku spłynęła jedna, samotna łza, która ukazywała wszystkie moje uczucia. Tłumione przez tyle lat.
Nie ! Obiecałem sobie, że więcej nie będę płakał z jego powodu.
Nie ! Nie mogę sobie znów na to pozwolić !
A jednak. Kolejna łza spłynęła po moim policzku.
Był to kolejny dowód mojej słabości.
-Deidara wszystko w porządku ?- Boże Itachi ! Nie !
On chyba nie zauważył jak płaczę prawda ?
-T-tak, wszystko dobrze- starałem się opanować jeszcze lekko drżący głos.
-Ale na pewno nic się nie stało ?- chyba nie dał się nabrać na mój przepełniony ,,spokojem” ton.
-Na pewno- uśmiechnąłem się delikatnie, odwracając głowę w tył, bo chcąc nie chcąc dalej leżałem w jego objęciach. I było mi z tym cholernie dobrze.
-Hmm.. Wydawało mi się, że..- nie dokończył bo mu przerwałem.
-Piasek wpadł mi oczu ! Po prostu..- kończąc zdanie, spuściłem głowę, odwracając wzrok.
-Aha, rozumiem. Czasami też się tak zdarza- hmm.. Chyba mi uwierzył. No albo przynajmniej chciał żebym tak myślał..
Nie zniósłbym już żadnych pytań na ten temat.
Dlaczego? Przez kogo ? To było gorszę od tego co było przyczyną moich łez. Nie, w sumie to nie. Nie może mnie spotkać już chyba nic gorszego od tych przeklętych dni z tym.. Ehh.. Nie ważne bo znów się rozkleję, a tego bym nie chciał. Wolę płakać w samotności.
Wiem, wiem płacz nic mi nie da ale jednak to jest silniejsze ode mnie.
Dobrze przynajmniej, że on nie jest taki jak wszyscy.
Zapytał tylko czy wszystko w porządku i więcej nie naciskał tak jak robili to inni. Milczenie było dużo lepsze niż te wszystkie pytania. Może właśnie za to go tak bardzo lubię ?
Za to, że jest inny niż wszyscy. Cholera. Tak nie powinno być !
Na co ja sobie pozwalam ? Ehh..
Odwzajemniłem uśmiech i wstałem strzepując z siebie piasek.
-Wracamy ?- zapytałem, wciąż delikatnie się uśmiechając.
-A wiesz, w którą stronę mamy iść ?- a no tak ! prawie o tym zapomniałem.
- Ehh..- wzdychnąłem i z powrotem usiadłem obok niego.
Miałem ochotę znów się do niego przytulić.
Ale jak by to wyglądało? On na pewno jest hetero.
Tak. On na pewno woli dziewczyny. A to co było wczoraj ?
Hmm.. To była chwila słabości. Tak, na pewno. 
Każdy je czasami miewa prawda ?
Kogo ja oszukuję ja..
-Itachi, jaa..-nie dokończyłem bo mi przerwano.
-Heeej !-usłyszeliśmy krzyk z za wydm.
W naszą stronę biegł Pain i cała reszta. Znów wzdychnąłem.
Musieli przybiec akurat wtedy kiedy ja chciałem..
A tak w ogóle to co ja chciałem ?
Chciałem mu powiedzieć że.. ? Że co ?
Jaacie.. dlaczego ja zawsze najpierw działam, a potem myślę?
Może jednak dobrze, że mi przerwano..
-Deidara, my się tak martwiliśmy- zaczął Sasori, przejętym głosem. Yyy ? Niby o co się martwili ? Przecież ja nie jestem już dzieckiem. Mam 16 lat a nie 5. A z resztą nie byłem sam nie ?
-Ha ! Ha ! jesteś śmieszny Sasori ! To ty się martwiłeś o to, że Deidara został sam na noc z Uchichą, a nie my !-Pein wybuchnął śmiechem, a gdy skończył mówić wszyscy oprócz Itachiego i Sasoriego zaczęli się śmiać. Ja też.
No bo jakbyście w tej chwili widzieli minę Sasoriego to też byście się śmiali.
-No dobra, wracajmy- zmienił temat Itachi.
-A wiesz, w którą stronę?- zapytał Pein. Naglę nas ścięło.
Niech on sobie nie żartuje, że nie wie którędy mamy wracać !
-Ha! Ha ! Żartowałem przecież !- bożeee co za idiota !
My tu z Itachim z głodu umieramy, a on sobie żartuję !
Popatrzyłem na Itachiego,a on lekko się uśmiechnął.
Od razu wiedziałem o co mu chodzi.
Wstaliśmy i jednocześnie popatrzyliśmy się na Peina, idąc powoli w jego stronę.
-Ej chłopaki ! No co wy ? Ja tylko żartowałem- zaczął się nerwowo uśmiechać.
-No dobra to co powiesz na małą kąpiel ?- zapytał Itachi, uroczo się uśmiechając. Boże jaki on był fajnyyy ! Cholera ! To zabrzmiało jak tekst zakochanej po uszy nastolatki.. Boże, jaki ja jestem żałosny..
-Ej Itachi ty chyba nie chcesz.. jesteśmy przyjaciółmi pamiętasz o tym prawda?– zaczął wchodzić mu na ambicję, coraz szybciej cofając się do tyłu. Ale Itaś mu już nie odpowiedział bo nagle zaczęliśmy go gonić wokół plaży. Z tej całej sytuacji pamiętam tylko tyle, że udało nam się ,,pottopić” Peinusia !
I jak już tego dokonaliśmy to wyszliśmy z wody wielce uradowani.
Byliśmy caaali mokrzy.
Itachi przybił mi piątkę, a ja wyszczerzyłem ząbki.
Chwilę później z wody wyszedł Pein, patrząc na nas z chęcią mordu. Cudowny widok ! Woda ociekała z niego jak z rynny.
Gdy go tylko zobaczyliśmy wybuchnęliśmy śmiechem.
I ja i Itachi, i cała reszta.
-Dobra, dobra oszczędźcie sobie okej ?-zapytał Pein, a my zaczęliśmy śmiać się jeszcze głośniej.
-Ej nooo ! Wystarczy już !- nie pomogło bo śmialiśmy się dalej.
-Bo nie powiem wam, w którą stronę mamy wracać do hotelu !- to był cios poniżej pasa. Naglę przestaliśmy się śmiać.
- No ! Ale wy jesteście zbyt tępi, żeby zapamiętać drogę do domu- uuu ..Przechlapał sobie. Itachi znów popatrzył  na mnie z lekkim uśmiechem. Pein to zauważył i znów zaczął cofać się do tyłu.
-Ej no ja żartowałem ! Przepraszam!!!!- i tym razem nie pomogło. Zaczęliśmy go gonić i po jakiś 2 minutach byliśmy już w wodzie.
Ha, ha.  Świetna zabawa ! Resztę dnia spędziliśmy na plaży.
Pływaliśmy i jak on to później powiedział ,,molestowaliśmy” Peina aż do zachodu słońca. Gdy wróciliśmy do hotelu  od razu położyłem się spać, znów bez kolacji. Cholera! Ciekawe co ja zjem jutro na śniadanie ? Cieszę się, że zgodziłem się z nimi pojechać.
To był naprawdę udany dzień.
Jeśli kolejny będzie tak samo fajny to ja chyba uwierzę w swoje szczęście.
Ale kto to wie co będzie jutro ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz